- Czasami nawet czuję się zażenowana: czy to możliwe, że ludzie nie mają poczucia humoru? Zaczyna się czepiać tego, co powiedziałam, dowiaduje się, dlaczego to powiedziałam, czy naprawdę tak myślę, mój syn skarży się na mnie, analizuje wszystkie szczegóły i może nie odzywać się do mnie tygodniami.

Więc co się stało?

To nic takiego. Tak tylko mówię. W tej chwili nie rozmawiałam z nią od dwóch tygodni. Była na weselu kuzynki z synem, a ja opiekowałam się dziećmi. Nigdy nie odmawiam im pomocy, jeśli o to proszą.

Mój wnuk i ja zawsze się dogadujemy, dobrze się bawimy. Wieczorem ugotowałam mu kolację, wykąpałam go i położyłam spać. Zadzwoniłam do syna i ostrzegłam, żeby nie zabierali go tego dnia — dziecko śpi. W rezultacie przyjechali rano. Danielek wstał, wszystko jest w porządku, a potem zażartowałam:

- Dobrze się bawiłaś? Zostawiłaś mnie z dzieckiem jak kukułka i poszłaś na imprezę? - Natychmiast się rozpłakała i zaczęła krzyczeć, że nie zostawiała ze mną swojego dziecka tak często — tylko dwa lub trzy razy w ciągu sześciu miesięcy! A ja już ją spisałam na straty jako złą matkę!

Ile razy mam jej tłumaczyć, że tylko żartowałam! To nic takiego! Ale ona nie chce odpuścić! Nie chce mnie znać, nie odpowiada na moje telefony. Wyjaśniłam synowi, że tak nie można reagować na słowa ludzi! Poprosił, żebym następnym razem nie żartowała z takich rzeczy.

Ilona, synowa Ali, ma 26 lat. Mieszka z jej synem od 4 lat, wychowują półtorarocznego synka. Ich mieszkanie jest wynajmowane, Ilona nie pracuje, a syn Ali musi zajmować się wszystkim.

Rodzice Ilony mieszkają na przedmieściach, chodzą do pracy, odwiedzają córkę tylko w święta. Teściowa mieszka niedaleko, ma grafik zmianowy, więc może częściej widywać wnuka.

W przeszłości przyjeżdżała do niego prawie codziennie. Pomaga synowej w domu, robi zakupy, gotuje obiady. Zostaje z wnukiem, aby odciążyć Ilonę.

Przychodziła kilka razy w tygodniu, dopóki nie usłyszałam plotek, że Ilona radzi sobie z dzieckiem sama, z nim przez całą dobę i bez pomocy! - Ala uśmiechnęła się.

Jakbym rzadko ich odwiedzała i po prostu siedziała bezczynnie. Postanowiłam nie zawracać im głowy, bo nie można oczekiwać wdzięczności. Raz na dwa tygodnie przyjdę i udam się na spacer z Danielkiem, to wszystko. Ale teraz widuję go jeszcze rzadziej.

Synowa i teściowa często się kłócą, bo ta pierwsza nie rozumie żartów teściowej. I zawsze się na nią obraża.

Jak można być tak młodym i tak nudnym? Kiedyś powiedziałam do Daniela:

"Dlaczego płaczesz? Mama cię skrzywdziła? Teraz ją zbesztamy!" - Potem moja synowa nie odzywała się do mnie tygodniami.

Albo kiedy zachorowała po raz drugi zaraz po pierwszej chorobie, zażartowałam, że mój syn musi pracować tylko na leczenie. Więc też się wkurzyła, że pomyślałam, żeby jej zrobić wyrzuty, chociaż ona nie próżnuje, a dziecko wychowuje. I mówi to tak poważnie!

Nie zrozumiała ani jednego mojego żartu. Czy to możliwe, żeby na wszystko reagować tak ostro?

Myślicie, że teściowa przesadza z niestosownymi żartami, czy rzeczywiście synowa ma problemy i czas, żeby przemyślała swoje zasady życiowe? Może mąż mógłby jej wytłumaczyć, że matka nie zamierza jej obrazić, a jedynie żartuje?