- Nie chce nawet mówić do niego po imieniu, mówi do mnie: "Twój ten..." - nie inaczej. Ile razy prosiłam ją, żeby traktowała go normalnie, nie przeklinała. Mówiłam jej, że nikt nie zmusza do adorowania go, ale przynajmniej można go szanować.

Ale ona się śmiała i pytała, dlaczego ma być szanowany? Ślubu nie chce, chociaż już miał dziecko, pieniędzy w domu nie przynosi wiele... Jaki człowiek jest tak bezwartościowy, dlaczego mam go szanować?

Roksana i Igor poznali się 2 lata temu, przez jakiś czas komunikowali się, a po wiadomości o ciąży Igor poprosił Roksanę o rękę, aby można było stworzyć rodzinę i wspólnie wychować syna.

W czasie ciąży pojawiły się problemy zdrowotne i Roksana trafiła do szpitala, a kiedy została wypisana do domu, powiedzieli, że powinna prawie cały czas leżeć i odpoczywać. Igor przeprowadził się z nią do mieszkania jej babci, gdzie mieszkała Roksana.

- Urodziłam się w tym domu, potem mieszkaliśmy tu we trójkę z mamą i babcią! - mówi Roksana. - Jesteśmy tu zameldowani, ale właścicielką jest moja babcia. A teraz cała nasza piątka musi tu mieszkać z naszym synem i Igorem.

Igor i Roksana nigdy nie dotarli do urzędu stanu cywilnego, ponieważ Roksi na początku nie mogła się przemęczać, a potem miała ogromny brzuch. Przed porodem można było tylko się podpisać na dokumentach, ale Igor wyraził chęć zorganizowania pełnego ślubu już po porodzie. Mieliby czas, żeby zaoszczędzić pieniądze i kupić obrączki i suknię. Wynajmą fotografa, zaproszą krewnych i rodziców do restauracji. 

Roksana jest zadowolona ze wszystkiego, ale babcia początkowo nie akceptowała takiego wyboru wnuczki. Nalegała, aby dziecko urodziło się w małżeństwie. Tak została wychowana. Igor uznaje syna, jest zameldowany u ojca, mieszkają w mieszkaniu babci.

Nie odmawia żonie pomocy w domu, siedzi z dzieckiem. Nie kłóci się z żoną, ich relacje są stabilne, równe, wszystkich traktuje ciepło, spełnia wszystkie prośby teściowej. Może iść z synem do parku.

- Co by się zmieniło po otrzymaniu aktu małżeństwa? - Roksana jest oburzona. - Igor nie ma nic przeciwko podpisaniu ze mną aktu małżeństwa, zbierzemy pieniądze i wyprawimy wesele.

W tej chwili zaoszczędzić nie bardzo jest z czego, bo są problemy w pracy Igora, zmienił już dwie firmy, no cóż, zdarza się. Nikt nie jest na to odporny. Nie siedzi w domu bez pracy. Więc nie nazywają go darmozjadem. Zaczęli płacić mniej, cóż poradzić. Wciąż szuka lepszej pracy.

Choć Igor systematycznie przynosi pieniądze, nie ustaje tylko marudzenie babci. Krzyczy, że wnuczka sprowadziła do domu nędzarza. Mężczyźni w stolicy tyle zarabiają! A ten ledwo wiąże koniec z końcem. Nawet studenci pracujący na pół etatu zarabiają więcej. Nie wiem, skąd jej się to wzięło. Nikt nigdzie nie studiuje. A swojego zięcia nazywa leniem bez inicjatywy.

Koleżanki radzą Roksanie, żeby poszła z mężem wynająć mieszkanie, zanim katastrofa nadejdzie. Ale jak? Pójście do rodziców Igora nie jest opcją — w ich mieście z pracą jest ciężko. Od nich do pracy w stolicy jest daleko. Na czynsz ich nie stać, poza tym mają dziecko, nie chcą tułać się po wynajętych mieszkaniach. Rodzina potrzebuje pieniędzy. Normalne mieszkania są drogie.

- Dlatego znosimy wszystkie zrzędzenia babci, ale co robić? - lamentuje Roksana.

- Jak tylko Igor dostanie więcej pieniędzy, znajdziemy inne mieszkanie. Ale nie doszliśmy do tego momentu... mieliśmy awanturę. Przed weekendem Igor zapytał mnie, czy może iść z kolegami do baru. Pozwoliłam mu iść i posiedzieć do północy. Ale nie pojawił się na czas — wrócił nad ranem, nie mogłam znaleźć sobie miejsca, nie odbierał telefonu.

Przyszedł nad ranem, po prostu nie zdawał sobie sprawy z upływu czasu. Babcia wyrzuciła go z domu i powiedziała, że nigdy więcej go nie zobaczymy. Nigdy więcej, nigdy w żadnej roli! Skoro jest właścicielką mieszkania, to ona tu rządzi. Następnym razem wezwie policję. On nawet nie jest mężem, nikt nie będzie z nim rozmawiał.

Igor poszedł do znajomych, nocuje u nich, tęskni za córką i żoną. Roksana płacze, Igor myśli o podjęciu pracy na pół etatu, żeby starczyło na czynsz. Myślicie, że babcia mogła zachować się tak bezdusznie i wyrzucić niechcianego zięcia?