Najwyraźniej wiele kobiet jest w stanie gotowości do opuszczenia swojego małżonka, ale waha się przed podjęciem ostatecznego kroku. Każda ma ku temu własne powody. Z reguły praktycznie opuściła już swojego męża. Jedyną rzeczą, która ją powstrzymuje, jest finansowa strona sprawy.

Ze wszystkimi znakami wymienionymi w artykule całkowicie się zgadzam. Za pierwszym razem po prostu milczysz, potem przestajesz prosić, a potem robisz wszystko sama. Jaki jest sens prosić, skoro wiesz, że on i tak nic nie zrobi?

W końcu zaczynasz żyć równoległym życiem. Naprawdę chcesz odejść, ale nie zawsze jest to fizycznie możliwe. Nie zawsze masz dokąd pójść. Więc musisz to znosić.

Ja na przykład nie miałam dokąd odejść od męża. Wyszłam za mąż, jak to się mówi, w innym mieście i zamieszkałam w mieszkaniu męża. Wspólnie je wyremontowaliśmy, brałam też udział w zakupie mebli i wyposażenia, ale samo mieszkanie nie było moje i nie mogłam na jego temat decydować.

Jak tylko stało się jasne, że związek jako taki już nie istnieje, zaczęłam przygotowywać sobie drogę do samodzielnego życia: oszczędzałam pieniądze, zbierałam grosz do grosza, znalazłam dobrze płatną pracę, żeby wynająć mieszkanie. Było bardzo nieprzyjemnie.

To nie był dobry okres w moim życiu, ale nie było innego wyjścia. Mieliśmy dorastające dziecko, które już chodziło do szkoły. Musiałam przeprowadzić się razem z nim. Sama odeszłabym znacznie wcześniej. 

Musiałam więc znosić kolejne trzy lata milczenia i urazy. Dlaczego milczałam? Cały czas się kłóciłam, próbowałam coś udowodnić, ale to nic nie dawało. On obiecuje, ale nic nie robi.

Postanowiłam więc milczeć i spakować się. W pewnym momencie mój mąż zaczął nawet nazywać mnie idealną żoną, bo przestałam go o cokolwiek prosić i czegoś wymagać.

Oczywiście, jak inaczej? Musiałam sama wszystko ciągnąć, bo tak jest łatwiej niż ciągle błagać i przypominać. Nerwy i zdrowie są ważniejsze. Jaki jest sens przejmować się tym, że chodzi do znajomych i wychodzi na miasto?

Po kilku miesiącach zaczęłam czuć się pewnie w nowej pracy. Zaoszczędziłam pieniądze, wynajęłam mieszkanie, przeniosłam swoje rzeczy (tylko ubrania swoje i syna), nie zabrałam nawet mebli i sprzętu AGD, chociaż sama na nie zarobiłam. Mąż wrócił do domu, a tam nikogo nie było. Szafy były puste.

Sama złożyłam pozew o rozwód. Mąż przez długi czas nie mógł zrozumieć, dlaczego jego idealna żona tak nagle i bez skandali postanowiła go opuścić.

Nawiasem mówiąc, udało mi się pozwać go w sprawie nieruchomości. Musiał zapłacić odszkodowanie za naprawy i zakup rzeczy na czas wspólnego życia.

Teraz żyję skromnie, ale spokojnie i niezależnie! Oszczędzam pieniądze na własne mieszkanie. Ani przez chwilę nie żałowałam, że się rozwiodłam. Myślę, że wielu osobom przyda się przeczytanie o moich doświadczeniach.