Przyzwyczaiła się, że w moim życiu wszystko kręci się wokół niej. Zawsze tak było. Poświęciłam się jej, odkąd była małą dziewczynką. Dlatego nie chce zrozumieć, że ja też jestem kobietą i choć raz chcę mieć prywatne życie.

Uwielbiam spędzać czas z wnuczką i tęsknię za córką, ale teraz mam narzeczonego, z którym chcę spędzać więcej czasu.

Wcześnie zostałam wdową. Miałam wtedy na rękach roczne dziecko, a moi rodzice mieszkali daleko. Mąż zostawił mi mieszkanie, więc przynajmniej nie mieszkaliśmy na ulicy. Wynajęcie mieszkania i utrzymanie dziecka w pojedynkę jest niezwykle trudne.

Można powiedzieć, że to zadanie niewykonalne. Pracowałam na 2 etaty, potem oddałam córkę do przedszkola. Musiałam dogadać się z babcią sąsiadki, żeby zaopiekowała się moją córką.

Potem mama przeniosła córkę do siebie, żebym mogła spokojnie pracować i oszczędzać. Stanęłam na nogi i zabrałam dziecko z powrotem. 

Córka zaczęła chodzić do przedszkola, nie chorowała często, a ja chwytałam się wszystkich prac dorywczych. Nie myślałam o sobie — nie było już czasu. Musiałam działać dalej.

Posłałam córkę do szkoły, na studia i zawsze za wszystko płaciłam. Dopiero kiedy poszła do pracy, trochę odetchnęłam. Zrezygnowałam ze wszystkich prac oprócz jednej.

Moi rodzice nie żyją. Byłam sama. Czasami odwiedzała mnie córka, ale rzadko. Pogodziłam się z tym, że na starość będę musiała radzić sobie sama. 

Ale nie smuciłam się długo. Kiedy moja córka wyszła za mąż i zaszła w ciążę, cieszyłam się. Oznaczało to, że wkrótce pojawią się wnuki. To dało mi siłę do dalszego życia. Na końcu tunelu pojawiło się światełko. Byłam pewna, że będą potrzebować mojej pomocy.

Po narodzinach wnuczki byłam u nich całymi dniami, córka dochodziła do siebie po cesarce, ja ją zastępowałam, a zięć pracował, zapewniając rodzinie wszystko, czego potrzebowali. Moja radość nie miała granic. Czułam się potrzebna.

Minął rok i moja córka powiedziała, że mogłabym codziennie opiekować się wnuczką, podczas gdy ona poszłaby do pracy. Byłam podekscytowana tą możliwością.

Powiedzieli mi nawet, że dadzą mi pieniądze za nic. Wszystko jest dobrze — córka pracuje, robi karierę, a ja zajmuję się domem.

Potem dziecko szło do przedszkola, gotowałam posiłki i wracałam do domu. Żadnych niedogodności. Przynajmniej miałam co robić.

Potem była szkoła. W pobliżu nie było żadnej szkoły, więc pomyśleli, że mogą oddać dziewczynkę do szkoły niedaleko mnie, gdzie chodziła moja córka. Byłam już emerytką, więc mogłam sobie pozwolić na zawożenie dziecka do szkoły, odbieranie i karmienie obiadami.

Pomagałam jej nawet w lekcjach, zabierałam na zajęcia i chodziłam na spacery. Podczas jednego ze spacerów poznałam Wiktora. Pełnił dla swojego wnuka mniej więcej te same funkcje, co ja.

Czasami widywaliśmy się, zaczynaliśmy się witać i rozmawiać czekając na nasze wnuki. Postanowiliśmy, że w wolnym czasie pójdziemy na spacer do parku. Lubiłam takie niezobowiązujące spotkania towarzyskie.

Nigdy nie sądziłam, że Wiktor spojrzy na mnie jak na kobietę. Zrezygnowałam z siebie już dawno temu. Już myślałam, że nigdy więcej nie będę miała szczęścia w życiu osobistym, ale los dał mi prezent.

Potem zapytał, czy może do mnie zadzwonić, zaprosił mnie nawet do kawiarni. Zaskoczył mnie bukietem kwiatów.

Żona Wiktora odszedła dawno temu, matka pomagała mu wychowywać córkę, nie ożenił się ponownie. Teraz opiekuje się wnukiem. To podobna historia. Spędziliśmy razem dużo czasu, odwiedzaliśmy teatry i kawiarnie.

Popularne wiadomości teraz

Z życia wzięte: "Jeśli dzieci nie chcą mi pomóc, sama zadbam o swoją starość"

"Dobrze ci się synu żyje. Żona karmi cię pysznie, a mi naleśników nikt nie przygotuje. Wychowałam dzieci i jestem sama": płakała teściowa

Wyszło na jaw, czym zajmuje się mąż znanej pogodynki. Aleksandra Kostka jest związana ze wielką osobistością. Spore zaskoczenie dla fanów prezenterki

Córka Natalii Kukulskiej jest coraz piękniejsza. Porównania do Anny Jantar są uzasadnione

Pokaż więcej

Zdałam sobie sprawę, że do tej pory nie żyłam, tylko istniałam. Poczułam się kochana i wspierana. Jeśli kiedyś zabierałam wnuczkę do siebie na weekend, podczas gdy dzieci się bawiły, to teraz mam je zajęte.

A kiedy moja córka powiedziała przed sobotą, że przywiezie wnuczkę na 2 dni, odpowiedziałam, że nie będę mogła jej zabrać.

W tym momencie miałam już swoje plany i nie mogłam ich zmienić. To właśnie jej powiedziałam. Córka spojrzała na mnie dziwnie i musiałam jej wytłumaczyć, że wyjeżdżam na wycieczkę. Nic nie powiedziała.

Wiktor i ja spędziliśmy cudowne wakacje, w poniedziałek odebrałam wnuczkę ze szkoły i wszystko się udało. Wieczorem odwiozłam ją do domu. A w piątek znowu musiałam odmówić córce, bo nie uprzedziła mnie o swoich planach.

- Jestem już umówiona z kimś innym, nie mogę odmówić.

- Oczywiście, że znów spotkasz się z tym dziadkiem, wiem o tym!

Zaskoczył mnie jej ton. Tak naprawdę nie muszę jej odpowiadać.

- Powiedziałam ci, żebyś dała mi znać z wyprzedzeniem, że mnie potrzebujesz. Jakie to może być trudne?

- Co mam zrobić, jeśli nagle zostanę zaproszona na imprezę? Nie mogę powiedzieć, że moja matka zwariowała na starość, prawda?

Poczułam się urażona i zażądałam przeprosin za ten ton. W odpowiedzi moja córka powiedziała, że ze zwykłej babci zmieniłam się w kogoś zupełnie innego.

- Powiedz mi, że stałaś się siwowłosą panną młodą!

- To moja sprawa. Równie dobrze możesz się cieszyć, że przynajmniej na starość spotkałam bratnią duszę.

- Oczywiście, wymieniłaś swoją wnuczkę na dziwnego dziadka! Z czego tu się cieszyć?

Po prostu wyszłam bez słowa. Dławiłam się łzami i byłam wściekła jednocześnie. Jak to możliwe? Kryłam jej tyły przez tyle lat, a ona nie chce cieszyć się szczęściem matki?

Co za samolubną dziewczynę wychowałam. Nie widzą we mnie nic poza nianią. Kto by pomyślał, że zamiast wdzięczności spotka mnie niezrozumienie i egoizm. Nikt nie dba o moje interesy.