Byłam w ciąży, kiedy mój mąż wziął kochankę i zostawił mnie dla niej. Cierpiałam, martwiłam się, ale nie poddałam się.

W tym czasie pracowałam w biurze, dostawałam grosze i zdałam sobie sprawę, że ja i moje dzieci nie przeżyjemy za te pieniądze. Musiałam pożyczyć pieniądze od rodziców i przekwalifikować się — zostałam mistrzem przedłużania włosów. Zawsze mnie to interesowało. I oto pojawiła się okazja do zarobienia pieniędzy.

Potrzebowałam pieniędzy na zakup wygodnego fotela i znalazłam dostawców wysokiej jakości materiałów.

Postanowiłam wynająć mieszkanie i urządzić w nim biuro, które odgrodziłam parawanem. Mieszkałam sama z dzieckiem i nikogo to nie krępowało. 

O pracy zapomniałam na kilka miesięcy, dostosowując reżim dnia dla dziecka. Następnie dałam ogłoszenie, Czasami musiałam przedłużać włosy bez zapłaty. Za pracę też mi nie płacono.

Uprzedzałam klientów, że mam dziecko i nikomu to nie przeszkadzało — tolerowało moje nieobecności. Każdy ceni swoje pieniądze. Nawet jedna z moich przyjaciółek mi zazdrościła.

Ona też nie miała nic przeciwko pracy w branży kosmetycznej, ale trudno jej było zainwestować w siebie, bała się, że splajtuje. Po jakimś czasie doszłam już do przyzwoitej zapłaty za swoją pracę i wyliczyłam, że dostaję o połowę mniej niż kiedyś w biurze. 

W weekend Wika dzwoni do mnie i prosi, żebym przedłużyła jej włosy na kredyt. Nie mogłam odmówić. I nie było powodu, dla którego miałabym tego nie zrobić.

W końcu przyjaźnimy się od dziesięciu lat. Raczej mnie nie zdradzi. Zdecydowałyśmy się na kolor, zamówiłam je u dostawcy. Dotarły na czas. Wika przyszła i zabrałam się do roboty. Nie ma dużo włosów, więc praca zajęła dużo czasu — trudna klientka.

Rezultat przerósł wszelkie oczekiwania. Moja przyjaciółka jest zachwycona, ja jestem zadowolona. W przeddzień ślubu ma bujne włosy aż po łopatek. Pocałowała mnie w podzięce i zapewniła, że za kilka miesięcy zapłaci. Suma była duża - 5000 złotych.

Wika wypisała mi pokwitowanie dla ogólnego uspokojenia. Ale z jakiegoś powodu wątpiłam w jej słowa. To było dużo pieniędzy. Umówiony czas minął, ale Wika powiedziała, że jest chora i jest w szpitalu.

Potem okazało się, że ona i jej mąż mieli poważny konflikt i podobno się rozstają. Nie ma z czego oddać. Zniknęła z horyzontu. Nie odbierała telefonów. Gdy się do niej dodzwoniłam, poprosiła o przesunięcie terminu spłaty. Minął rok. Zdałam sobie sprawę, że mnie okłamuje.

W rezultacie zaczęła mnie oskarżać, że moje dochody nie są porównywalne z wydatkami. Jestem po prostu w szoku! Przecież to praktycznie połowa mojego miesięcznego dochodu!

O co ona mnie obwinia? Dlaczego nie mogę dostać zapłaty za swoją pracę? Nie narzucałam jej swoich usług. Czy przyjaźń można poświęcić dla pieniędzy? 

Ludzie, których znam, mówią mi, żebym odpuściła. Ale dlaczego miałabym komuś dawać swoje pieniądze? Nie mam ich zbyt wiele. Półtora roku później poszłam na posterunek policji.

Złożyłam zeznanie, dołączyłam paragon. W rezultacie dzielnicowy znalazł Wikę i za pośrednictwem sądu jest ona zobowiązana do pokrycia wszystkich kosztów sądowych plus pieniędzy z pozwu.

W tym momencie Wika zaczęła krzyczeć, że ją zdradziłam i od tego momentu nie jesteśmy już przyjaciółkami. Naprawdę, właśnie od tego momentu. Spłata długu zajęła jej cztery miesiące.

Postąpiłam zgodnie z zasadami i wzięłam każdy grosz, który była mi winna. Nawet o tym nie myśląc — jej matka zadzwoniła do mnie i oskarżyła mnie, że robię brzydką rzecz, żądając pieniędzy od jej córki. Nie obchodzi mnie, co myśli o mnie jej rodzina czy ona sama.