Moja matka nigdy nie zdobyła wyższego wykształcenia, co mój ojciec zapamiętał do końca życia.

Mieliśmy dużą, przyjazną rodzinę, mieszkaliśmy razem z dziadkami. Gdy miałam sześć lat, zamieszkał z nami brat mamy z rocznym synkiem, ponieważ jego żona uciekła, a dziecko zostało z nim.

Wszyscy zamieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu z pokojem przechodnim. Życie stało się bardzo trudne. Wujek musiał wziąć kredyt hipoteczny i przeprowadzić się do własnego mieszkania.

Moja matka również chciała mieszkać osobno, ale nic w tym kierunku nie zrobiła. Mój ojciec też tego nie zrobił.

Skończyłam szkołę, zdałam wszystkie egzaminy i dostałam się na akademię medyczną,  musiałam przeprowadzić się do sąsiedniego miasta. Rodzice przysyłali mi pieniądze, ale nie wystarczały na życie. Przynajmniej dziadkowie mi pomagali. Tylko ich kosztem przeżyłam.

Kiedy byłam na trzecim roku, postanowiłam pojechać do domu na wakacje. I tam dowiedziałam się o dwóch radosnych sytuacjach: otrzymał spadek od dalekich krewnych. I to powinno wystarczyć na spłatę kredytu hipotecznego. Mój dziadek i babcia zebrali pieniądze, za które ja mogę kupić jednopokojowe mieszkanie. Będę mogła mieszkać na swoim.

Bardzo się ucieszyłam z tej zmiany. Kiedy wakacje się skończyły, miałam pieniądze w rękach. Wtedy moi rodzice przyszli ze mną porozmawiać. Mama i tata zaczęli prosić mnie o całą kwotę, aby mogli płacić mniej co miesiąc. Ale ja marzyłam o osobnym mieszkaniu!

Nie chciałam się dzielić. Rodzice wywierali na mnie presję, bo jestem ich córką i powinnam im pomagać. Nie mogę postąpić inaczej. W końcu to oni mnie uczą i powinnam im za to dziękować.

Zmęczyłam się ich presją i oddałam im pieniądze, a oni powiedzieli, że oddadzą mi, jak tylko spłacą raty. Musiałam tylko zachować to w tajemnicy przed dziadkami. Kiedy zaczął się nowy rok szkolny, dziadek ciągle wołał i pytał, czy czegoś nie szukam.

Powiedziałam mu, że szukam, ale byłam zdenerwowana. Minęło trochę czasu i nadeszły święta Bożego Narodzenia. Mój ojciec i matka wyprowadzili się do tego czasu. Zostałam z dziadkami.

Musiałam im wyznać, że nie mam ich pieniędzy. Zszokowałam ich. Okazało się, że oni też dawali im pieniądze. I nie wzięli kredytu hipotecznego. Zsumowali swoje wypłaty, oszczędności i pieniądze dziadków, a na koniec kupili obskurne jednopokojowe mieszkanie.

Rozpłakałam się i zadzwoniłam do matki, domagając się wyjaśnień. Nakrzyczała na mnie i nazwała głupcem za ujawnienie tajemnicy.

Jak się okazało, byli oni w stanie dokonać dobrych, nowoczesnych napraw na mój koszt. W rezultacie zostałam bez mieszkania, a oni mieli wyremontowane i wygodne.

Moja uraza nie miała granic. Dzwonili do mnie i przepraszali, ale nie mogłam im wybaczyć. Mój dziadek i babcia również przestali się z nimi kontaktować.

Trzy lata później skończyłam już studia. W tym czasie dziadkowie sprzedali swoje mieszkanie i przeprowadzili się bliżej mnie. Tutaj zajęli dwa jednopokojowe mieszkania obok mnie. Jesteśmy więc sąsiadami.

Nikt nie zwrócił mi pieniędzy, mimo że od tego czasu minęło już dziesięć lat. Poznałam wspaniałego mężczyznę i wyszłam za niego za mąż, mam dwie córki, które mają pradziadków, ale moi rodzice nigdy nas nie odwiedzili.