Jak mogła posunąć się tak daleko, by potajemnie sprzedać swój dom i pojawić się w naszych drzwiach? Wcześniej nie mogłam się z nią nawet dogadać, nie mówię nawet o moim mężu. Od dwóch tygodni jesteśmy w szoku.

Jak tylko skończyłam szkołę, przeprowadziłam się do innego miasta. Studiowałam, znalazłam pracę, zakochałam się i wyszłam za mąż. Nie chciałam osiedlać się w rodzinnym mieście.

Niszczało, było opuszczone i mało perspektywiczne. Zamknięto fabryki, młodzi ludzie powoli wyjeżdżali w poszukiwaniu lepszego życia. Nie było pracy. Ale moja mama tam została.

Czuła się świetnie — brała udział w lokalnych przedstawieniach amatorskich, pracowała, chodziła na wycieczki, uprawiała działkę. Mój ojciec zostawił nas dawno temu. Matka wychowywała mnie sama.

Charakter mojej matki jest skomplikowany. Nigdy się nie ukrywa, mówi wszystko tak, jak jest. Nie wiem dlaczego. Nie dba o to, co ktoś myśli. Jest przyzwyczajona do życia według rutyny.

Dostosowuje wszystkich do siebie, nie bierze pod uwagę niczyjej opinii. Kiedy byłam w liceum, chciałam jak najszybciej się wyprowadzić. Ciężko jest dogadać się z moją matką.

Kiedy wyszłam za mąż, matka odwiedziła mnie kilka razy. W tym czasie mieszkaliśmy w wynajętej nieruchomości.

Za pierwszym razem mój mąż jeszcze starał się powstrzymywać, tolerował obecność mojej mamy, dopiero później poszedł do swojej matki, żeby przeczekać wizytę teściowej.

Mówi bardzo głośno, nawet gdy nie przeklina — dosłownie krzyczy. Wstaje o świcie, i nie obchodzi jej, czy ktoś jeszcze śpi. Nawet w weekendy nie może zasnąć.

Tupie, klaszcze, hałasuje, kogoś woła. Po raz pierwszy poczułam urazę do mojego małżonka, kiedy mnie nie wspierał i uciekł, chociaż później zdałam sobie sprawę, że zrobiłabym to samo na jego miejscu.

Ona mu dokuczała, wtrącała się we wszystko, reagowała emocjonalnie na wszystko. Przyzwyczaiłam się do niej, ale mój mąż nie.

Kiedy ja ją odwiedzałam, on zostawał w domu. Czułam, że wypełniam swój obowiązek. Nie chciałam jechać, ale co zrobić, trzeba jej pomóc. Jestem dobra dla mamy, ale nie mogę cały czas być z nią w domu.

Nie mogę, nie mogę, zwariowałabym. Po czterech dniach spędzonych z nią byłam gotowa uciec do lasu. Kilka lat temu udało mi się z mężem kupić własne mieszkanie. Wzięliśmy kredyt hipoteczny. Są w nim dwa pokoje, bo planujemy mieć dzieci. I zamieszkaliśmy tam.

Moja mama była u nas raz, nic jej się nie podobało, miała pretensje, ale my byliśmy zadowoleni ze wszystkiego. Byliśmy w kompletnej euforii.

Potem nastąpiła przerwa w jej wizytach, bo zajmowała się swoimi sprawami. Kilka miesięcy później mama powiedziała mi przez telefon, że przeszła na emeryturę. Zmęczona pracą, byłam zdenerwowana, ale w końcu nadal ma swoją daczę, przyjaciół, koleżanki. Byłam taka naiwna.

Miesiąc później moja matka postawiła mnie przed faktem, że przyjeżdża. Mój mąż i ja byliśmy zdenerwowani, bo to nie mogło nie być denerwujące. Trochę się cieszyłam, że zobaczę mamę, to w końcu rodzina. Przez większość czasu nie zabierała ze sobą wielu rzeczy — ciężko to unieść. Ale otwieram drzwi i widzę 3 ogromne torby, jak wahadłowce.

Mój mąż zdenerwował się i zapytał, ile ze sobą zabrała. Jak się okazało, nie bez powodu był zdenerwowany. Podczas kolacji wyznała mi wszystko.

Przygotowałam pyszny posiłek, usiedliśmy do kolacji, mama podzieliła się najnowszymi wiadomościami i zbeształa swojego byłego szefa. Potem lamentowała, że nie ma już przyjaciół — wszyscy odeszli, by opiekować się wnukami, a jej lokalny klub został zamknięty po odejściu jego liderki.

- Z tego powodu postanowiłam się przeprowadzić. Nie mam tam nic innego do roboty. Nie mogę po prostu siedzieć przed telewizorem od rana do nocy! - podsumowała.

- Co masz na myśli, mówiąc o przeprowadzce? - Byłam oniemiała. - Na stałe?

Moja matka to potwierdziła. Prawie zemdlałam. Dalej powiedziała, że przemyślała to i zdecydowała, że nic nie zostało w jej rodzinnym mieście, nikt. Pozbyła się już swojej działki i mieszkania i przyjechała tu z najpotrzebniejszymi rzeczami.

- Śledziłam tutejsze ceny, mieszkania są bardzo drogie. Nie stać mnie na nie. Będę musiała mieszkać z tobą, nie na darmo kupiłaś dwupokojowe mieszkanie. Jak urodzi mi się wnuk, pomogę ci. Dostaniesz pracę, nie będziesz na chorobowym. A potem zobaczymy.

Mój mąż w milczeniu wstał i wyszedł. Byłam zdezorientowana. Nikt się tego nie spodziewał. Nikt tego nie przewidział. Nikt nie przygotował się na taki obrót wydarzeń. Zakładałam, że prędzej czy później będę musiała sprawdzić, co u mojej matki, ale nie tak. Zaczęłam szukać słów, by wyjaśnić matce jej niewłaściwe postępowanie. W końcu należało się z nami skonsultować.

W tej chwili matka mieszka z nami od dwóch tygodni. Wciąż otrząsamy się z szoku. Mama trzyma głowę nisko, bo zdaje sobie sprawę, że jest winna. Ale to nie potrwa długo. Musimy coś z tym zrobić.

Popularne wiadomości teraz

Z życia wzięte: "Jeśli dzieci nie chcą mi pomóc, sama zadbam o swoją starość"

"Dobrze ci się synu żyje. Żona karmi cię pysznie, a mi naleśników nikt nie przygotuje. Wychowałam dzieci i jestem sama": płakała teściowa

"Mój ukochany jedyny syn chce mnie zostawić bez dachu nad głową": Nalega, abym sprzedała mieszkanie i pomogła mu rozwiązać problem mieszkaniowy.

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Pokaż więcej

Nie możemy jej wyrzucić, ale mamy kredyt hipoteczny. Wynajem jest drogi. Jeśli weźmiemy pieniądze mojej matki i zamkniemy nasz kredyt hipoteczny, a potem weźmiemy jej, to nie wystarczy. Poza tym musimy umeblować mieszkanie.

Więc jesteśmy w kropce. Próbujemy coś wymyślić, a mama nawet się nie martwi, że postawiła nas w takiej sytuacji. Powiedziała, że zgodzi się na wszystko. Ale po prostu nie ma żadnego pomysłu!