Jeśli nie zaczną się mną opiekować, sprzedam cały swój dobytek, by opłacić prywatny dom opieki. To będzie dla nich nauczka!

Mój mąż i ja żyliśmy dla naszych dzieci. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby upewnić się, że mają wszystko, czego potrzebują.

Staraliśmy się ich nie rozpieszczać, wpajać właściwe wartości i wychowywać tak, by wyrosły na dobrych ludzi. Ale czegoś nam brakowało...

Wydaliśmy dużo pieniędzy na dzieci, ponieważ uczyły się w szkole publicznej. Płaciliśmy za różne kursy, korepetytorów i wszystkie ich hobby.

Nie ograniczaliśmy ich też w zabawkach i słodyczach. Staraliśmy się poświęcić naszej córce i synowi wystarczająco dużo czasu, aby poczuli naszą miłość.

Po tym, jak moja córka wyszła za mąż, odszedł mój mąż. To był dla mnie wielki cios, ponieważ on i ja byliśmy do siebie bardzo przywiązani.

W tym czasie moja córka była w ciąży, więc starałam się trzymać dla jej dobra, aby się nie denerwowała. Po narodzinach wnuka moja córka i zięć wprowadzili się do mojego odziedziczonego mieszkania.

Kiedy mój syn miał żonę, pomogłam mu rozwiązać problem mieszkaniowy. Jednak wszystkie nieruchomości są nadal zarejestrowane na mnie. Nie na próżno wykupiłam wtedy ubezpieczenie...

Początkowo zdecydowaliśmy się z mężem zarejestrować wszystko na mnie, ponieważ wiedzieliśmy, że jest chory. Choć trudno było to sobie uświadomić, wiedzieliśmy, że odejdzie wcześniej.

To była jego decyzja, żeby przepisać cały majątek na mnie, żeby dzieci się nie kłóciły, a ja nie miałam nic przeciwko temu. Dwa lata temu przeszłam na emeryturę.

Pracowałam tak długo, jak miałam siłę. Przeszłam na emeryturę w wieku 70 lat. Prawdopodobnie, gdyby nie wybuchła pandemia, nadal bym cierpiała, bo nie mam na kim polegać, a moja emerytura jest niewielka.

Najstarszym wnukiem jeszcze się opiekowałam, ale dziećmi syna już nie — zbyt długo zwlekali z rodzicielstwem. Kiedy synowa urodziła pierworodnego, potrzebowałam pomocy.

Zaczęłam mieć problemy z nogami, więc czasami nie mogłam nawet pójść do apteki. Do kogokolwiek zadzwoniłam, każdy był zajęty.

Popularne wiadomości teraz

"Postanowiła dać nauczkę ukochanemu i jego bezczelnej rodzinie": Pomogła jej w tym babcia

Z życia wzięte: "Zauważył swoją byłą żonę przy kasie. Bardzo się zmieniła"

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

„Płaczę w łazience”: Megan Fox szaleje pod nieobecność dzieci

Pokaż więcej

Zarówno moja córka, jak i syn zawsze szukali wymówek i sugerowali, żebym skorzystała z usługi dostawy. Ale co ja mogę o tym wiedzieć? Z dziećmi spotykamy się teraz tylko w święta.

Żadnej pomocy z ich strony. Ostatnio wysiadł mi kręgosłup, więc gdyby nie sąsiad, już bym nie żyła. Syn po prostu odmówił zawiezienia mnie do szpitala. Kazał mi wezwać taksówkę. Powinien był mnie zapytać, czy mam pieniądze na taksówkę.

Moja córka również odmówiła udziału w akcji. Po tym incydencie nagle doznałam objawienia. Zdałam sobie sprawę, że nie ma sensu polegać na dzieciach — powinnam poszukać dobrego domu spokojnej starości.

Mój przyjaciel, którego córka pracuje w opiece społecznej, obiecał mi pomóc. Ceny są tam wysokie, ale jeśli sprzedam cały majątek, mogę być pewna, że będę miała bezpieczną starość.

Wcześniej zadzwoniłam do dzieci i poprosiłem, żeby przyszły. Wykręciły się, ale pojawiły się wieczorem.

Ostrzegłam ich, że jeśli mi nie pomogą, będę musiała opuścić dom, ponieważ muszę wszystko sprzedać, aby opłacić mój pobyt w domu opieki.

- Mamo, czy to szantaż? Nie spodziewałam się po tobie tak niskiego czynu! - oburzyła się moja córka.

- Zgadzam się!!! Mamy dzieci, kredyty, a ty tak po prostu chcesz nas pozbawić  spadku? Nie jesteśmy niewolnikami, żeby biec do ciebie na pierwsze zawołanie. I tak pomożemy! - dodał syn.

Spojrzeli na mnie w sposób, który przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nie wpłynęło to jednak na mój strach przed bezradnością i samotnością.

Zdaję sobie sprawę, że jeśli się wycofam, nikt nie poda mi nawet szklanki wody, zanim umrę. - Słyszeliście mnie. Nie proszę o wiele. Nie chcę umierać samotnie. Zrobiłam dla was wszystko w moim życiu i taka mnie spotkała wdzięczność...

Naprawdę mam nadzieję, dzieci, że nigdy nie znajdziecie się na moim miejscu — powiedziałam im.

Dzieci zaczęły mieć do mnie pretensje i twierdzić, że już mi pomagają. Gdzie jest ich pomoc? Ja jej nie widzę.

Nie chcę rezygnować z mojego pomysłu, bo to moja jedyna szansa na spędzenie reszty życia w ludzkich warunkach. Nie wiem, co będzie dalej, ale na razie jestem zdeterminowana.