Jeszcze smutniejszy jest fakt, że nie przychodzi do ciebie z wielkiego pragnienia, ale w potrzebie.

Jak można odmówić w takiej sytuacji? Bliscy krewni powinni wspierać się nawzajem, zwłaszcza w potrzebie.

Wszystko ma jednak swoje przyczyny. I o ile na pierwszy rzut oka sytuacja jest jednoznaczna, to patrząc na nią pod innym kątem, można dostrzec kilka ciekawych szczegółów.

Moim problemem jest moja siostra i jej rodzina, której mam już dość. Widać, że nie mają normalnego podejścia do granic osobistych.

A jak to mówią "prostactwo jest gorsze od kradzieży". A nieproszeni goście są gorsi niż tyran.

Moja siostra i ja urodziłyśmy się i dorastałyśmy na wsi. Przeprowadziłam się do jednego miasta, potem do drugiego.

Wyszłam za mąż, urodziłam syna. Przeprowadziłam się do stolicy. Rozwiodłam się. Siostra została w tym samym miejscu.

Tam wyszła za mąż, tam też urodziła dziecko, śliczną dziewczynkę. Ale teraz mieszka z teściową, w domu z rodzicami męża. Wiesz, jak to jest.

Z mężem rozstaliśmy się jako przyjaciele. Zostawił mi przyzwoitą kawalerkę w dobrej dzielnicy. Teraz pomaga mi i mojemu synowi z pieniędzmi. Większość pieniędzy, na przykład na remonty, dostawałam od niego. I generalnie, szczerze mówiąc, nie mam do niego pretensji. 

Jak się okazuje, nie wszyscy dorastają tak samo...

Jakiś czas temu moja siostra i jej mąż przyjęli modę przyjeżdżania do stolicy, żeby zobaczyć, jak żyją miejscowi. Coś kupić i tak dalej.

I oczywiście cała rodzina nocowała u mnie. Ponownie, mieszkanie jest duże, ale to tylko jeden pokój. Poprzedni właściciele przerobili je z jakiegoś powodu.

Wyobraźmy więc sobie taką sytuację. Leżę na łóżku, mój syn śpi w swoim łóżeczku, a moi krewni leżą na łóżkach składanych.

Bóg jeden wie, gdzie je znaleźli. Podczas drugiej wizyty zostawili nawet te łóżeczka w mojej spiżarni. "Na przyszłość", powiedzieli. Bardzo, cholera, miło.

Popularne wiadomości teraz

"Moja teściowa straszyła naszego syna sierocińcem. Teraz ja straszę ją domem opieki"

"Wyrzuciłam mojego syna i jego rodzinę z domu": Wolę być "tą złą" i żyć w spokoju

"Bardzo dziękuję mojej sąsiadce. Namówiła mnie do zabrania dziecka, które oddałam do domu dziecka"

"Moja matka pojawiła się na progu ze swoim dobytkiem": Chciała ze mną zamieszkać, bo sprzedała swoje własne mieszkanie

Pokaż więcej

Za pierwszym razem, kiedy przyjechali, było jeszcze tak sobie. Przywieźli artykuły spożywcze, rzeczy z wioski. 

Ale potem przyszli z pustymi rękami. Lekkimi, że tak powiem. A ja muszę kupić artykuły spożywcze. I nie chodzi o pieniądze, ale o zasady.

Moja siostra przynajmniej gotowała i zmywała naczynia. Życie na wsi dobrze ją nauczyło. Ale, przepraszam, to nie jest hotel.

Nie biorę pieniędzy, więc przynajmniej zadbaj o artykuły spożywcze. A mój szwagier jest wymagający. Chce mięsa.

Kiedyś siostra zadzwoniła do mnie na rozmowę. Długo narzekała i przepraszała za częste wizyty. Ale, powiedziała, trzeba się wyprowadzić od teściowej, chociaż na kilka dni, bo inaczej można naprawdę zwariować. Ciągłe rozkazy, dużo pracy, podejście jak do służącej. A tu wielkie miasto, nowe emocje. Jest pięknie.

Mimo że rozmawiałyśmy otwarcie, nie zdradziłam jej swojego sekretu. Rzecz w tym, że jej mąż jest bardzo, nie, BARDZO podobny do mojego byłego. Tylko z wyglądu.

On sam jest chamskim wieśniakiem i maminsynkiem. Jednak nawet taki stan rzeczy mi się nie podoba. Zwłaszcza gdy budzisz się rano, a oni już od dawna nie śpią. I nie rozumiesz, co się dzieje.

Ogólnie rzecz biorąc, ostatnio przed ich kolejną wizytą odmówiłam mojej siostrze. No bo jak, po prostu zaproponowałam im nocleg w hotelu.

Minęła minuta, zanim zdołałam zakończyć rozmowę. Ale wytrzymałam. Godzinę później zadzwoniła moja matka z awanturą. Tyle że mnie wychowało miasto i jestem trochę twardsza niż kiedyś.

Nie rozumiem, jak można być takim człowiekiem? Wyszłam z inicjatywą małej zmiany zasad odwiedzania mnie, znalazłam nawet dobrą opcję hotelową. Niedrogi i wygodny.

Dlaczego muszą się do mnie wtrącać? A jeśli nie masz pieniędzy, to zostań w swojej wiosce, wykręcając bykom ogony. To nie moja wina, że mam lepsze życie.

Nie proszę ich, żeby zapraszali nas do wioski pooddychać świeżym powietrzem... Jednym słowem, moi krewni to nieproszeni goście!