Małżonkowie siedzieli razem w godzinach wieczornych, sącząc zasłużone drinki. Po sobotnich porządkach, do których Natalia przyzwyczaiła męża, nie miała nic przeciwko relaksowi przy czymś mocniejszym.

Nagle telefon Dawida zadzwonił i okazało się, że jego brat miał małą stłuczkę, przez co nie może pojechać do szpitala po swoją żonę i nowo narodzonego synka. 

- Wychodzą jutro, pojadę po nich, przywiozę tutaj, a Olek ich potem odbierze - powiedział Dawid, kończąc ostatniego, jak się okazało drinka.

Jednak po jakimś czasie, jego telefon znowu zadzwonił - będę musiał za trzy godziny pojechać na budowę, jeden z pracowników się wykruszył i muszę go zastąpić - wymamrotał niezadowolony. - Będziesz musiała pojechać po Sylwię sama taksówką...

Natalia nie była zbyt zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale co zrobić - trzeba pomóc krewnym... 

Już od progu szpitala, czekająca na Natalię Sylwia okazała niezadowolenie z godziny, o jakiej po nią przyjechano. Jej kwaśnej miny nie zmieniły nawet prezenty, które Natalia kupiła po drodze.

Młoda mama marudziła, że Natalia nie przekupiła ochrony, by ta wpuściła taksówkę na teren szpitala i musi przejść kilkadziesiąt metrów. Miała za nic fakt, że jej ciężką torbę z rzeczami, Natalia dźwigała za nią.

Gdy dotarły do domu Natalii i Dawida, Sylwia znowu zaczęła marudzić na niewygodną kanapę i stwierdziła, że ma ochotę na łososia. Natalia, rozumiejąc odmienny stan po porodzie, puszczała mimo uszu docinki i marudzenie, hormonalnie rozchwianej Sylwii.

Z bólem serca patrzyła, jak jej wysprzątane wnętrza, zamieniają się w obrzydliwy, tani hotel. Potworny odór dobywający się z torby Sylwii, ukazał brudne naczynia po posiłkach, na których resztki jedzenia skwaśniały i zaczęły pleśnieć. 

Natalia niemal straciła nad sobą panowanie, gdy usłyszała od męża przez telefon, że praca na budowie się przedłuża i będzie konieczność goszczenia jego bratowej do następnego ranka... Noc była fatalna, bo mały rozrabiaka postanowił "umilić" wszystkim noc swoim płaczem. 

Po tym, jak nad ranem obaj mężowie weszli do domu, było jasne, że poza Olkiem, wszyscy byli wycieńczeni po nieprzespanej nocy. Para poszła na drzemkę po wyjściu świeżo upieczonych rodziców, lecz sen przedłużył się do południa. Przebudził ich telefon Dawida.

Kochanie, co tu się działo wczoraj? - Zapytał Dawid po rozmowie z bratem - Sylwia skarżyła się na ciebie, że byłaś dla niej niegrzeczna, dałaś niedobre jedzenie, kazałaś zmywać śmierdzące naczynia...

- Po prostu utrzymujmy z nimi kontakt na odległość - skwitowała, wciąż niewyspana Natalia - tak będzie lepiej dla nich i dla nas...

Popularne wiadomości teraz

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Cudowny list od babci do nowonarodzonej wnuczki

Racjonalne małżeństwo Małgorzaty Rozenek - Majdan de domo Kostrzewskiej, primo voto Bukaczewskiej

Takie nieestetyczne plamki ma na ustach wielu z nas. W ten prosty sposób można sobie z nimi poradzić i pozbyć się na zawsze

Pokaż więcej

O tym pisaliśmy niedawno: Zwyczajny dzień, wracam z pracy i nagle słyszę, jak ktoś woła moje imię: "Danielo, mam na imię Ania, a to jest twój wnuk Maks. Ma już sześć lat"

Życie jest zawsze pełne niespodzianek.

Zwyczajny dzień, wracam z pracy i nagle słyszę, jak ktoś woła moje imię. Odwróciłam się zdezorientowana. Kto mógłby mnie tak nazwać? Okazało się, że była to młoda kobieta z około sześcioletnim dzieckiem. Podeszła bliżej i powiedziała:

"Danielo, mam na imię Ania, a to jest twój wnuk - Maks. Ma już sześć lat!"

Byłam dosłownie oszołomiona, bo widziałam je pierwszy raz w życiu. A oto takie odkrycie. Faktem jest, że naprawdę mam syna, bardzo dobrego młodego człowieka, ze względu na swoich pracodawców, obiecującego. To było takie dziwne, gdy dowiedziałam się, że jestem babcią już od kilku lat!

Faktem jest, że pomimo wszystkich sukcesów mojego syna, nadal nie ma on rodziny, a ja chciałabym zobaczyć moje wnuki w niezbyt zaawansowanym wieku. Pewnie chodzi o mnie, bo sama go wychowałam, pracowałam na dwa etaty, żeby zapewnić mu normalną przyszłość. Jestem dumna ze swoich wyników.

Widzę tylko, że mój syn spotyka się z jedną lub drugą. Nie przeszkadza mi to, ale pamiętam siebie. Urodziłam go w wieku dwudziestu lat, nie było rodziny, właściwie żadnej młodości. Chodziłam w podartych rajstopach, na wszystkim oszczędzałam i nigdy nie byłam w kurorcie.

Niczego nie żałuję, ale bardzo chcę wnuków. Najwyraźniej tak usłyszał mnie wszechświat. Ta Ania stoi, obok niej chłopiec i mówi:

„Na początku nie chciałam ci tego mówić, ale mimo to zdecydowałam, że masz prawo komunikować się ze swoim wnukiem. Niczego nie udaję, sama go wychowuję. Tu jest numer telefonu, pomyśl o tym. Jeśli chcesz zobaczyć swojego wnuka, daj mi znać."

Tam się rozstaliśmy. Oczywiście od razu poszłam do syna. Prawie nie pamiętał, że tak, była kiedyś taka Ania, spotkaliśmy się. Ona chciała mieć rodzinę, ona zdawała się mówić, że jest w ciąży, a on mówił, że nie ma pojęcia, czyje to dziecko. Po tej rozmowie Ania zniknęła z jego życia i nie martwił się tym szczególnie.

Jego historia nie była dla mnie zbyt przyjemna, ale postanowiłam wysłuchać jego słów. Syn oświadcza, że ​​nic nie wie o dziecku, być może nie jest ono jego. I dlaczego Ania tak długo milczała, w końcu minęło sześć lat. Próbowałam dowiedzieć się, kiedy zerwali, wydawało mi się, że pamiętam, że we wrześniu.

Zdobył się na odwagę i zadzwonił do Ani, aby dowiedzieć się szczegółów. Powiedziała, że ​​syn urodził się w kwietniu i nie zamierza robić żadnych badań, bo dokładnie wie, kto jest ojcem. Niczego nie potrzebują, pomagają jej rodzice. W tym roku Maks idzie do pierwszej klasy, Ania sama pracuje i sobie radzi.

Jestem teraz w dziwnym stanie – nie mogę powstrzymać się od zaufania mojemu synowi, a także nie mam pełnego zaufania do Ani, która jest dla mnie w zasadzie obcą osobą. I chcę iść do wnuka, a moja dusza się waha, bo nie wiem, czy jest mój? A jeśli to jakieś wielkie oszustwo?