Co zrobić z dużymi ogórkami? W końcu prawdą jest, że jeśli nie pojawisz się w ogrodzie warzywnym dłużej niż trzy lub cztery dni, ogórki mogą zamienić się w prawdziwe olbrzymy, które nie nadają się nawet na sałatkę. I co z nimi zrobić?

Ogólnie rzecz biorąc, istnieje kilka odpowiedzi na to pytanie. Oczywiście głównie konserwowanie. Ale tylko w tym przypadku ogórki muszą być wstępnie pokrojone. Chociaż nadal jest to amatorskie. 

Jestem przyzwyczajona do tego, że matki zawsze bardziej lubią synów, a córki są traktowane bardziej chłodno. Tak było w rodzinie moich przyjaciół i znajomych.

I faktycznie, internet też mówi podobne rzeczy. Ale nie w przypadku mojego męża. Mówię poważnie, teściowa traktuje go jak jakąś pomyłkę młodości, jeśli nie gorzej. Gadają, gadają, ale czyny mówią więcej niż słowa.

Zacznijmy na przykład od tego, że moja teściowa od jakiegoś czasu pracuje w innym kraju. I przez cały ten czas wysyłała pieniądze i różne prezenty.

Ale o ile synowi dawała jakieś bzdury - typu koszulki czy kilka par skarpetek, to dla mojej córki prezenty były bardziej pokaźne. Drogie kosmetyki, sprzęt AGD, sukienki. Naprawdę nietrudno to porównać.

Potem kiedy siostra mojego brata wyszła za mąż, jej prezentem ślubnym było dwupokojowe mieszkanie w nowym, murowanym domu. Byłam tam kilka razy i mówię, że takie prezenty są drogie.

Chociaż szwagierka, jak sądzę, nawet normalnie nie podziękowała rodzicom za tak fajną niespodziankę. No ale to już ich prywatna sprawa.

Chcesz wiedzieć, jaki prezent otrzymał mój mąż, kiedy się pobraliśmy? Obietnicę! Bardzo ważną obietnicę, że po jakimś czasie jego rodzice wyprowadzą się ze swojego miejskiego mieszkania do wiejskiego domu.

A potem on i ja będziemy mieszkać w tym mieszkaniu jak królowie. Ma trzy pokoje! Co prawda remonty były dawno, a okolica jest nie najlepsza...

Ale teściowa przysięgła, że wszystko będzie tak jak dawniej. Kiedy - to już inna kwestia.

W międzyczasie mieszkamy w wynajętym mieszkaniu. Płacimy za nie co miesiąc, ale to nie wszystko. Mama mojego męża zaczęła dowodzić, mówiąc, że nasze przyszłe rodzinne gniazdko należy uporządkować.

Zrobić remont, małą przebudowę. A to wymaga pieniędzy. Więc teraz płacimy również za tę obiecaną przyjemność.

Nie mówię, że jestem z tego powodu szczęśliwa, ale generalnie nie mam wyboru. Faktem jest, że Andrzej, mój mąż, zarabia na nas oboje i ma prawo dysponować swoimi pieniędzmi tak, jak mu się podoba.

Co więcej, szalenie kocha swoją mamę i zawsze zaspokoi jej potrzeby. Ja swoją pensję, o ile te grosze można w ogóle tak nazwać, wydaję osobiście na siebie. Nie mamy jeszcze dzieci, więc mamy okazję. I wtedy będziemy musieli pomyśleć o wspólnym budżecie....

Chciałam jednak podzielić się z Wami powodem, dla którego wciąż kłóciłam się z teściową, a nawet trochę z mężem. Ale jestem pewna, że było warto.

Trzeba bronić swoich zasad za wszelką cenę. Inaczej powoli teściowa na pewno wspięłaby się naszej rodzinie na kark i zwisałaby nam nogami. Wiem to na pewno.

W każdym razie, odwiedziła nas niedawno i przyniosła nam wiadro ogórków z grządki. Wydawałoby się, że całe wiadro to dużo, prawda?

Popularne wiadomości teraz

"Nie wolno mi mieć dzieci. Mama mówi, że moi siostrzeńcy muszą najpierw podrosnąć"

Z życia wzięte: "Zauważył swoją byłą żonę przy kasie. Bardzo się zmieniła"

Piękno nie jest już takie samo. Gwiazdy, których kariery zrujnowała zła chirurgia plastyczna

Marek Piekarczyk przez lata musiał zmagać się z problemami, jego życie nie było proste

Pokaż więcej

Ale w rzeczywistości było tam nie więcej niż 5-6 "dzików", jak w dzieciństwie nazywaliśmy duże i stare ogórki. Nie jest jasne, co zrobić z dużymi ogórkami.

Zwyczajowo zostawia się takie warzywa w ogrodzie warzywnym, ponieważ nie ma z nich pożytku. Ale moja teściowa przyniosła je do nas, czekała na wdzięczność Andrzeja i przez pół godziny narzekała, jak ciężko było jej je do nas przynieść.

Ale co zrobić z dużymi ogórkami w ogóle? Chciałam powiedzieć, że to wszystko małpia robota i nie zamierzam piklować takich ogórków. Ale po namyśle postanowiłam nic nie mówić.

Wieczorem tego samego dnia poszliśmy z mężem do jego siostry na herbatę. I wiesz, co zobaczyłam? Wannę pełną malutkich, świeżych ogórków. Jeden do jednego, nie większe niż mały palec. Leżały w zimnej wodzie, czekając na zakonserwowanie!

Dowiedziałam się oczywiście, że teściowa przyniosła te pikle. Chociaż jej córka powiedziała, że nie lubi robić przetworów, więc nawet nie wie, po co jej tyle tych smakołyków. Więc nie mogłam tego znieść.

Następnego dnia zadzwoniłam do teściowej i wszystko jej opowiedziałam. Powiedziałam jej, co o tym myślę i nie tylko. Powiedziałam jej, że traktuje własnego syna jak jakieś nierodzime dziecko.

Ona oczywiście też nie pozostała dłużna, nazwała mnie lalunią i utrzymanką. Zadzwoniła też do Andrzeja, żeby oczernić mnie w jego oczach. Wow, jakbym spodziewała się czegoś innego.

A wieczorem tego samego dnia, kiedy mój mąż przyszedł wzburzony, pokłóciliśmy się trochę. Potem się pogodziliśmy. Ale, jak to mówią, to zostawiło ślad. Nie wiem, dokąd to zmierza, ale nie zamierzam milczeć.