Mój mąż i ja jesteśmy młodą rodziną. Nasze dziecko ma rok. Mieszkamy w wynajętym mieszkaniu z dala od regionalnego centrum.

Media tutaj oczywiście nierealnie drogie dla nas, ale tutaj za wynajem płacimy bardzo mało, przynajmniej coś.

W mieście do życia nie ciągniemy, bo jedno mieszkanie do wynajęcia będzie kosztować tyle, ile pensja mojego męża, a wciąż potrzebujemy jakoś jeść.

Ogólnie rzecz biorąc, mieszkanie w regionie warszawskim jest naszą jedyną normalną opcją.

Żyjemy z jednej pensji mojego męża, ponieważ jestem na urlopie macierzyńskim i siedzę z dzieckiem.

Waldek zarabia niewiele, a żeby zarobić więcej, trzeba jechać do Warszawy, a to będzie kosztowne dla mojego męża, bo sama droga zajmuje sześć godzin.

Dziecko prawie nigdy nie widzi ojca, a jeśli pojedzie do stolicy, to w najlepszym razie raz na pół roku.

Na początku było wystarczająco dużo pieniędzy, ale kilka miesięcy temu pieniądze stały się katastrofalnie małe, zwłaszcza pod koniec miesiąca siedzimy na chlebie i kefirze.

Ile rzeczy musimy kupić... Waldek musi kupić nowe spodnie, bo tamte już się nie nadają. Ostatnio zepsuło się żelazko i musimy kupić nowe, ale nie mamy pieniędzy.

Często musimy zaciągać małe długi u teściowej i przyjaciół. Potem oddajemy, a pozostałe pieniądze nie wystarczają nawet na jedzenie, nie mówiąc już o ubraniach...

Zmęczeni jesteśmy tak bardzo wszystkim, że chcę gdzieś pojechać, ale znowu na wakacje nie ma pieniędzy.

Ostatnio siedziałam i płakałam z tej sytuacji, a mój mąż zamiast wsparcia powiedział mi, że trzeba było wyjść za jakiegoś biznesmena, żeby mieć dość pieniędzy na wszystkie zachcianki. Zdaję sobie sprawę, że mój mąż robi co może.

Nie siedzi na kanapie, ale ciężko pracuje i zarabia na naszą rodzinę. Szuka też i chwyta się każdej pracy na pół etatu, byle tylko zarobić trochę więcej grosza.

On oczywiście nie jest winny, ale ja po prostu nie mogę tak żyć, liczyć grosz do grosza, chodzić w znoszonych dziurawych rzeczach, bo nowych kupić się nie da.

Nie dość, że mąż pracuje, to jeszcze udaje mu się pomagać mi w domu, siedzi z dzieckiem, gdy ja gotuję, chodzi do sklepu po zakupy, a często sam gotuje.

"Ludzie wychowują swoje dzieci za pensję, ale udaje im się też kupić nowe samochody i wyjechać na wakacje",  powiedział Waldek swojej żonie.

Oczywiście, że kupują samochody i jeżdżą nad morze, bo pomagają im rodzice.

Niektórzy z nich dziedziczą mieszkanie, inni dostają samochód, a jeszcze inni po prostu pomagają im zaoszczędzić potrzebną sumę pieniędzy.

Popularne wiadomości teraz

"Zostawił mnie zaraz po porodzie, a teraz chce wrócić": Nie wiem, czy warto wybaczać

Z życia wzięte: "Inspekcja" mojej teściowej zakończyła się dla nas rozwodem

Jak 11 lat później wyglądają aktorzy grający dzieci w serialu „Wspaniały wiek”

Dziesięć lat temu został najmłodszym ojcem na świecie. Tak potoczyły się jego losy!

Pokaż więcej

Rodzice mojego męża widują wnuka kilka razy w roku, przez większość czasu dzwonią, a nawet wtedy tylko po to, by pogratulować mu, że urósł przez kilka miesięcy.

Nie mówię nawet o moich rodzicach. Po moim ślubie zamienili swoje mieszkanie na dwupokojowe z ogromną dopłatą.

Z jakiegoś powodu od razu pomyślałam, że wymienili je celowo, aby dać nam pieniądze na zakup własnego lokum. Wcale tak nie było.

Po sprzedaży mieszkania zamilkli. Potem jeszcze jakoś zapytałam, gdzie są pieniądze, na co otrzymałam odpowiedź:

"Tu, a dlaczego myślałaś, że damy ci te pieniądze?! Nawet nie pomyśleliśmy, żeby ci coś dać. Zaoszczędziliśmy te pieniądze na naszą normalną starość, przynajmniej teraz będziemy żyć dobrze i bezpiecznie" 

Kupili nowe meble i sprzęt AGD do tego mieszkania. Ich szafa została całkowicie odnowiona, a oni pojechali na wakacje, oczywiście nie zabrali nas ze sobą, nie chcieli nawet zabrać ze sobą swojego wnuka.

Zdaję sobie sprawę, że to złe. Nie powinno tak być. Rodzice zawsze pomagają swoim dzieciom, a tym bardziej wnukom.

Przecież wiedzą, jak ciężko nam żyć, a raczej przetrwać. Ale mają nowe meble i sprzęt AGD! Dlaczego mamy nazywać się rodziną?