Moi krewni są tak zorganizowani, że chętnie żyliby w ubóstwie, byle tylko nie musieli ciężko pracować.

Zawsze są zadłużeni, źle jedzą i noszą łachmany, ale nie zawracają sobie tym głowy. Nigdy nie widziałam, by robili cokolwiek, by poprawić swoje życie.

Mama i tata zawsze narzekali na życie. Kupowali najtańsze produkty, o których jakości i zaletach nawet nie będę mówić.

Z siostrą mięso, owoce i słodycze widywałyśmy tylko w wakacje. Przez 25 lat mieszkania z nimi nie zauważyłam żadnych remontów w mieszkaniu. Choć moi rodzice są zamożni, pracowici, to po prostu nie mają inicjatywy.

Moja mama urodziła moją młodszą siostrę, gdy miałam 11 lat. Podczas urlopu macierzyńskiego wiele się pogorszyło.

Gdyby nie dziadkowie, w ogóle byśmy głodowali. Jako dziecko często zastanawiałam się, dlaczego żyjemy tak biednie.

Wydawało mi się, że moi rodzice mieli po prostu pecha, że mieli pracę. W tamtym czasie marzyłam o tym, by dorosnąć i stać się bogata.

Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by zapewnić moim rodzicom dobre życie. Zwykłe marzenie z dzieciństwa stało się moim celem numer jeden.

Gdy tylko skończyłam 18 lat, natychmiast znalazłam pracę. Nawet nie myślałam o edukacji, bo w tamtym czasie zarabiała tylko moja mama — ojciec złamał nogę.

Nie mogłam wisieć im na karku, musiałam im pomagać. Oczywiście nie mogłam od razu znaleźć dobrej pracy.

Pracowałam jako pomywaczka, sprzątaczka, kelnerka, sprzedawczyni w sklepie. Czasami wykonywałam dwie prace jednocześnie, żeby zarobić więcej pieniędzy.

Wszystkie zarobki oddawałam mamie. Bez względu na to, ile zarabiałam, nie było żadnej poprawy.

Zadłużenie tylko rosło, a w lodówce nie pojawiały się normalne artykuły spożywcze. W sumie bez zmian.

Postanowiłam, że muszę ciężej pracować. Tak doszłam do stanowiska kierownika sieci restauracji.

Chociaż pracowałam bez weekendów i świąt, dostawałam naprawdę dobre pieniądze. Ale nadal cały dochód trafiał do moich rodziców i siostry.

Wtedy moja cierpliwość się skończyła. Zaproponowałam mamie, że nauczę się florystyki i znajdę normalną pracę, ale ona mnie olała. Nie chcieli też remontu — byłby kurz i brud.

Wysłałam krewnych do sanatorium i sama zrobiłam remont. Nie był duży, ale było czyściej. Musiałam włożyć w to wszystkie oszczędności.

Myślisz, że ktoś podziękował? Nie! Chodzili z naburmuszonymi minami i mieli do mnie pretensje.

Nie wydali na to żadnych pieniędzy i nie obchodziło ich to. Po miesiącu zauważyłam plamy na tapetach, popękane kafelki, luźną hydraulikę, tłuszcz na meblach.

- Musimy chodzić po linii i zdmuchiwać każdą drobinkę kurzu, bo zrobiliście remont? - mieli pretensje.

Ostatnio nie mam ochoty im pomagać. Zdaję sobie sprawę, że bez względu na to, co zrobię, i tak tego nie docenią.

Właśnie spłaciłam dług za usługi komunalne — znowu rośnie. Zrobiłam remont — znowu jak u meneli.

Popularne wiadomości teraz

"Nie potrzebuję żadnych porad. Sama będę zarządzać swoimi pieniędzmi": Moja mama nie dała mojej teściowej dojść do słowa

"To dziwne, ale twój mąż dzwoni do mnie codziennie", powiedziała przyjaciółka. Na początku nie zwracałam na to uwagi

Babcia nie akceptuje narzeczonego wnuczki: "Jeśli będę chciała, wyrzucę go i nie wpuszczę z powrotem do domu"

"Przed ślubem podpisaliśmy intercyzę. Teraz, po rozwodzie teściowa chce zająć moje mieszkanie"

Pokaż więcej

Zapłaciłam za edukację mojej siostry, została wyrzucona za złe oceny. I zaszła w ciążę na drugim roku, więc po co się uczyć?

Co miesiąc daję rodzicom pewną kwotę, ale nie więcej. Niech żyją tak, jak chcą. Jeśli nie chcą lepszego życia, nie mogę ich zmuszać.