Kiedyś potrafili się dogadać, a potem pogodzić i znów się pokłócić. Wtedy mama i tata nawet nie zwracali na to zbytniej uwagi.

Ale teraz, gdy wszyscy są dorośli, musimy żyć w pokoju. Jaki jest sens kłótni? Ale czasami zdarza się, że krewni kłócą się z różnych powodów: społecznych, politycznych, domowych.

I nie po to, by się spotkać, normalnie wyjaśnić relacje w kręgu rodzinnym. Nie, mogą nawet przyjść w towarzystwie prawników. XXI wiek, cokolwiek powiesz.

Każdy utracony zysk, nawet najmniejszy — powód, by zamienić się w prawdziwych wrogów. Być może kiedyś też tak było. Ale z jakiegoś powodu, niestety, nie jest łatwiej.

Po naszym ostatnim spotkaniu z dziećmi wciąż mam nieprzyjemne uczucie na sercu. Smutno jest uświadomić sobie, że trójka dorosłych ludzi może tak walczyć między sobą. I to o co?

O zwykły domek letniskowy. Ale to tylko materialna część naszego związku. Jak możemy być dla siebie tak dzicy i bezduszni? W sumie kłótnia dzieci była dla mnie zaskoczeniem.

Cała sprawa polega na tym, że moja druga córka spodziewa się dziecka. A raczej dzieci. Lekarze powiedzieli, że będzie miała bliźniaki. Dla mnie to jak dobra wiadomość, prawdziwy cud.

Dlatego zdecydowałam się sprzedać moją nieruchomość poza miastem i przeznaczyć dochód na pomoc własnemu dziecku. Czy to zła decyzja, zwłaszcza teraz, gdy na świecie panuje chaos?

Najstarsza córka ma już dzieci. Maria radzi sobie całkiem nieźle. Jej mąż zarabia przyzwoicie, jeździ samochodem, a ich dzieciom niczego nie brakuje.

Sama to widziałam i wiem, o czym mówię. W zeszłym roku pojechali na wakacje w ciepłe miejsce, a w Boże Narodzenie dali sobie takie prezenty, że po prostu wow. Nowoczesne sprzęty, biżuteria.

Więc pod tym względem myślę, że radzą sobie bardzo dobrze. Inna sprawa, że Maria nie zawsze radzi sobie z własnymi dziećmi. Ale już dawno temu mówiłam jej, żeby nie wychowywała moich wnuków na egoistów. A ona nie posłuchała.

Syn Adam, najmłodszy, również jest żonaty, ale nadal nie ma dzieci. W porządku, będą mieli w odpowiednim czasie.

Ciężko pracuje, niedawno skończył kilka kursów podnoszących jego kwalifikacje, więc mam nadzieję, że jego przyszłość będzie szła tylko w górę. Mieszka w domu rodziców swojej żony.

Ale nie ma się co zastanawiać, to ogromny dom, do którego nawet ja nie miałabym nic przeciwko przeprowadzce: jest tam mnóstwo miejsca. Mój teść i teściowa wydają się miłymi ludźmi. 

I Julka. Środkowa córka. Jej małżeństwo okazało się bardzo nieudane. Wynajmują jednopokojowe mieszkanie i nadal nie wiem, jak oni w ogóle myślą o rozbudowie. Cztery osoby mieszkające w takim domku dla ptaków to nie lada wyzwanie.

Okazało się, że każde z moich dzieci miało własne plany co do posiadłości. Adam zasugerował nawet, żebyśmy zostawili to tak, jak było i zgodzili się przyjeżdżać tam od czasu do czasu, żeby każda rodzina nie przeszkadzała drugiej.

Raz w miesiącu on, potem jedna z jego sióstr, a potem kolejna i kolejna. Z jednej strony może to i prawda. Ale do tej pory nikt oprócz mnie nie dbał o domek. To ja tam chodziłam, sprzątałam, widziałam, co jest zepsute.

A po tym, jak nieruchomość została sprzedana, nagle każdy chciał mieć jej kawałek. Ale myślę, że to nie powinno być wygodne, ale sprawiedliwe.

Kto najbardziej potrzebuje pomocy finansowej, kto przechodzi najtrudniejszy okres? Dlatego oddałam wszystkie pieniądze tylko Julii. 

Teraz jestem zarówno najlepszą, jak i najgorszą matką w historii. Mój syn trzymał się swoich zasad, z wyjątkiem tego, że westchnął trochę zbyt głośno przed pożegnaniem.

Naprawdę mam nadzieję, że moja synowa nie będzie mu dokuczać za tę "straconą okazję". Julia, oczywiście, dziękuje i obiecuje, że w przyszłości będzie się bardzo starała zwrócić przynajmniej część pieniędzy.

Popularne wiadomości teraz

"Jadąc na porodówkę, myśleliśmy, że będziemy mieli tylko jedno dziecko, a nie od razu trójkę przyprowadzimy do domu"

Syn chciał zamieszkać z matką i ojcem: "Nie możemy mu odmówić, ponieważ w przyszłości i tak otrzyma część mieszkania"

"Moja teściowa straszyła naszego syna sierocińcem. Teraz ja straszę ją domem opieki"

"Nasza córka miała zaledwie dwa lata, kiedy zostawiła nas żona": Wysłała mi tylko wiadomość z przeprosinami i prośbą o wybaczenie

Pokaż więcej

Ale każdy zdaje sobie sprawę, że kiedy ma się dwójkę małych dzieci na raz, nie da się niczego odzyskać. Chciałabym jakoś rozwiązać swoje sprawy.

Ale Maria posunęła się znacznie dalej. Po pierwsze, przestała się do mnie odzywać. W ogóle. Próbowałam się do niej dodzwonić, chyba wczoraj. Nie odbiera.

A wcześniej na naszym spotkaniu groziła nawet, że wynajmie prawników, żeby sprawdzili, czy dobrze zrobiłam, i w ogóle, czy nie okazało się, że to ona jest największą ofiarą w tej sytuacji?

I naprawdę mogłaby sprawić, żeby to zadziałało. Jest uparta od dziecka i nie szczędzi kosztów, by dopiąć swego.

Jak to wytłumaczyć. Domek tak naprawdę nie jest mój, tylko mojej siostry, która zmarła 5 lat temu. Zawsze była samotnikiem i niestety nie miała dzieci.

W przeszłości, kiedy była bardzo młoda, Maria bardzo zaprzyjaźniła się z ciotką i często ją odwiedzała. Siostra, zanim zmarła, nie zostawiła testamentu, a ja odziedziczyłam dom. Nie kłóciłam się o to z krewnymi, uwierz mi.

Teraz moja najstarsza córka zapewnia mnie, że ma jakiś szczególny związek z tym miejscem. Mówią, że nie należało go w ogóle sprzedawać, ale zachować jako wspomnienie.

Ale to do mnie należało zachowanie tych "pamiątek". W końcu, powtarzam, żadne z moich dzieci nie było nim zainteresowane aż do momentu sprzedaży.