Ostrzegałam ją, ale nie zareagowała w żaden sposób, więc nie pozwolę jej więcej zbliżać się do mojej rodziny.

Dwa lata temu rozwiodłam się z mężem. Oboje zdaliśmy sobie sprawę, że to małżeństwo nie ma już sensu. Po rozwodzie utrzymujemy normalną komunikację, bo mamy wspólne dziecko.

Mój były płaci alimenty, zabiera syna do siebie na weekendy, ale Artek większość czasu spędza ze mną. Moja mama pomagała mi, kiedy byłam sama. Zastępowała mnie w opiece nad dzieckiem w dni chorobowe i odbierała Artura z przedszkola.

Na początku naprawdę potrzebowałam jej pomocy, a potem zaczęłam radzić sobie sama. Chociaż gdybym czegoś potrzebowała, mama przybiegłaby do mnie bez pytania. Tak było, dopóki nie miałam mężczyzny.

Oczywiście chciałam z nim wychodzić i spędzać razem czas. Pewnego dnia wyznałam mamie, że nie zawsze zostawiam z nią syna z powodu pracy, czasami wychodzę z moim mężczyzną. I wtedy ona wybuchła płaczem!

- Jak możesz teraz myśleć o mężczyznach? Przecież masz dziecko!

- I co z tego? Mam się poddać? Mój mężczyzna wie, że mam syna i nie boi się.

- Nie obchodzi mnie, co przeraża twojego faceta, a co nie. Wszystko, o czym musisz myśleć, to dobro twojego dziecka. Nie będę niańczyć mojego wnuka, kiedy ty będziesz w łóżku z gachem!

Mama uznała, że nie mam prawa do życia prywatnego. Powtarzała, że pogarszam sytuację mojego syna i niszczę jego psychikę. Mało tego, zadzwoniła do swojego byłego i powiedziała mu, że odstawiłam syna w kąt. Jednak on zbył moją matkę, bo sam aktywnie romansował i spotykał się z różnymi kobietami.

Moja mama i ja często się kłóciłyśmy. Nie przyszła nawet na nasz ślub, bo nie podobał jej się mój wybór. Po ślubie zaczęliśmy mieszkać razem. Andrzej szybko znalazł wspólny język z moim synem.

Dzielił z nim jego zainteresowania, grał z nim w chłopięce gry i spędzał dużo czasu w jego towarzystwie. Artek zaakceptował swojego ojczyma. Wszystko było normalnie, ale ostatnio zwróciłam uwagę na to, że mój syn dziwnie się zachowuje po powrocie od babci.

Zachowuje się jak mały diabeł, a potem znów staje się odpowiednim, miłym dzieckiem. Początkowo moja mama nie chciała się przyznać, że podjudza wnuka.

Nie zamierzałam jednak dać sprawie spokoju, bo zdawałam sobie sprawę, że wszystko ma swoje przyczyny. W zeszłym tygodniu odwiedził nas mój były mąż. Od progu zaczął wymachiwać pięściami i przeklinać.

Popularne wiadomości teraz

"Córka jest już prawie dorosła. Będę musiała ją reedukować ostrymi metodami": Mam nadzieję, że córka zrozumiała, że teraz będziemy żyć w nowy sposób

"Na początku pomyślałam, że do mnie zwróciła się jakaś babcia. W rzeczywistości okazało się, że to moja koleżanka z klasy"

"Jesteś dziewczyną z miasta, więc jesteś leniwa. Nie chcę takiej synowej": powiedziała teściowa, gdy jej syn wyszedł na ulicę

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Pokaż więcej

Byłam w szoku, bo nigdy wcześniej tak się nie zachowywał. Musiałam nawet wezwać policję, żeby go poskromić. Dopiero potem udało nam się porozmawiać i w wyniku tej rozmowy wyszło na jaw kilka zaskakujących rzeczy.

Syn zadzwonił do niego i powiedział mu, że Andrzej stosuje kary pasem i krzyczy na niego. Wtedy były mąż stracił rozum. Wyjaśniłam mu, że to nie miało miejsca i powiedziałem mu, że Artek zachowywał się w podobny sposób, odkąd wrócił od mojej matki.

Po tej sytuacji postanowiłam porozmawiać z synem. Przez długi czas nie chciał wyznać wszystkiego, a potem dowiedziałam się, że jego babcia aktywnie wpajała wnukowi nienawiść do ojczyma.

To ona zachęcała go do okłamywania własnego ojca. Mama powiedziała, że jeśli mój syn tego nie zrobi, to oddamy go do sierocińca, bo urodzi nam się kolejne dziecko.

Czy rozsądna osoba powiedziałaby coś takiego? Zadzwoniłam do mamy i ostrzegłam ją, że nie pozwolę jej więcej zobaczyć wnuka.

Mój były mąż mnie poparł. Powiedział też byłej teściowej wszystko, co o niej myśli. Przeprowadziliśmy z synem rozmowę edukacyjną na temat kłamstwa, ale nie ukaraliśmy go, aby nie pogarszać sytuacji.

Dopóki jest mały, nie będzie kontaktował się z babcią. A kiedy dorośnie, niech sam zdecyduje, czy tego potrzebuje, czy nie.