Moja była teściowa powiedziała mi, że powinnam była zważyć swoje siły przed urodzeniem dziecka, a jej syn nie ma z tym nic wspólnego?

Byliśmy małżeństwem przez sześć lat. Mieliśmy trójkę pięknych dzieci, a po rozwodzie wszyscy krewni Artura powiedzieli, że powinnam sama pomyśleć, czym je nakarmić i ubrać.

Artur się rozwiódł — jest wolnym człowiekiem i nie jest związany żadnymi zobowiązaniami.
Jeśli chodzi o nasze życie małżeńskie, to bywało różnie. Czasami bardzo dobrze, czasami bardzo źle.

Czasami mój mąż zamieniał się w prawdziwego tyrana i zaczynał mnie dręczyć. Jego matka również nieustannie ingerowała w naszą rodzinę i udzielała "cennych" rad.

Dla matki Artura zawsze byłam zła, w każdym znaczeniu tego słowa. Każdego dnia przeprowadzała audyt i wskazywała, gdzie mam coś nie tak.

Psuła mi humor, kręciła nosem, wyrażała swoje niezadowolenie i z zawadiackim uśmiechem wracała do domu. Nie planowałam trójki dzieci, ale mój mąż naciskał. On marzył o dużej rodzinie, a ja chciałam tylko uszczęśliwić mojego ukochanego.

Jednak po narodzinach trzeciego syna Artek powiedział, że przestał mnie kochać. Odszedł do innej kobiety niemal natychmiast po porodzie. Nie powstrzymywałam go, jaki to miało sens?

Zabrał wszystko z mieszkania, twierdząc, że to kupił. Tak, cóż, byłam na urlopie macierzyńskim przez sześć lat, wychowując nasze dzieci. Zostałam sama bez dochodu z trójką dzieci.

Nie muszę nawet opisywać mojego stanu umysłu. Mieszkanie było moje, on nie miał do niego prawa. Gdybyśmy kupili je w trakcie małżeństwa, miałby połowę. Nie płacił alimentów — obiecał, że i tak pomoże.

Uwierzyłam mu. Ale nie powinnam była. Na początku starał się utrzymywać kontakt z dziećmi i dawać jakieś grosze, a potem jego nowa dziewczyna zaszła w ciążę. Powiedział mi, że powinien myśleć o dobru swojej obecnej rodziny, a nie byłej.

Co miesiąc dostawałam od niego 4 tysiące złotych na trójkę dzieci. Jak mogłam przeżyć? Obiecał zwiększyć tę kwotę, ale obietnice pozostały obietnicami. Gdyby nie moi rodzice, nie wiem, jak bym żyła.

W końcu miałam dość. Wyjaśniłam mężowi, że jeśli nie odda mi pieniędzy dobrowolnie, pójdę do sądu. I tak się stało. Zgodnie z decyzją sądu były mąż jest zobowiązany oddawać mi połowę swojej pensji.

Zaczął płacić regularnie, bał się problemów z prawem. Kilka miesięcy później moja była teściowa przyjechała w odwiedziny. Myślałam, że myśli o wnukach, ale się myliłam.

Popularne wiadomości teraz

"Mamo, wszystkie babcie lubią opiekować się wnukami, a Ty musisz ubierać się odpowiednio do swojego wieku": powiedziała córka

"Zamknij gębę i pamiętaj, kto cię karmi": powiedziała teściowa. Niedawno udało mi się odegrać

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Wróbel wpadł do okna, do mieszkania lub domu. Co oznacza ten znak

Pokaż więcej

Wrzeszczała na całe wejście i zarzucała mi, że nie pozwalam jej synowi żyć w spokoju. Jak się okazało, po decyzji sądu Artek i jego nowa kochanka musieli wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania i przenieść się do jego matki.

Nowa panna młoda nie była tak cicha i spokojna jak ja — od razu pokazała zęby i zapędziła w kozi róg.

- Musisz odwrócić decyzję sądu, inaczej nigdy się ode mnie nie wyprowadzą! - wyła teściowa.

- A co, z tym że ma jeszcze trójkę dzieci? Kto będzie je utrzymywał? On też brał udział w procesie ich powstania, dlaczego w takim razie umywa ręce? - Odpowiedziałam jej.

- Powinnaś była pomyśleć, kiedy rodziłaś i liczyć tylko na siebie — powiedziała moja teściowa.

- One mają nie tylko matkę, ale i ojca. On się nimi zaopiekuje — powiedziałam na pożegnanie i odesłałam ją.

Zdaję sobie sprawę, że po narodzinach dziecka kwota wypłat się zmniejszy, ale nadal będzie to ponad sześć tysięcy, a mama idzie na emeryturę, więc ja zacznę pracę.

Z czasem będzie łatwiej, na pewno sobie poradzimy, ale od męża się nie odczepię. Skoro dorobił się dzieci, to nie ma co przerzucać odpowiedzialności na innych.