Zapraszała mnie od dawna, ale zawsze odmawiałam i teraz postanowiłam pomyśleć o sobie. Dzieci są już dorosłe. Mój syn skończył w tym roku 35 lat, a córka 31. Każde z nich ma własne rodziny i dzieci.

Podczas gdy z synem często się spotykamy, z córką spotykamy się tylko w święta. Kiedyś przychodziła do mnie przynajmniej w moje urodziny, ale teraz przychodzi, kiedy musi przyprowadzić mi wnuczkę.

Mam w sumie troje wnucząt. Są w tym samym wieku, мają po 8-10 lat. Mieszkam na wsi. Niedawno przeszłam na emeryturę, więc mam dużo wolnego czasu. Dzieci go wypełniają, przywożąc mi wnuki na wszystkie święta i wakacje.

Tak, bardzo je kocham, ale jest mi już ciężko zajmować się aktywnymi dziećmi. Dzieci przyprowadzają mi wnuki i wyjeżdżają. Prosiłam ich o pomoc w obowiązkach, ale nigdy nie mają czasu.

Wnuki są rozpieszczane przez rodziców, więc nie jest mi łatwo. Te ciągłe kaprysy, napady złości i kłótnie. Miesiąc zajmuje nam samo przystosowanie się. Jeśli coś im się nie podoba, dzwonią do swoich mam i narzekają. A te potem dają mi popalić.

Muszę na nich czekać jak w restauracji. Każdy ma swoje życzenia i preferencje, a ja muszę się dostosować. Czy to normalne?

Powiedziałam moim dzieciom, że już i tak jest mi ciężko, ale one najwyraźniej nie zwracają na to uwagi. A moje wnuki to wykorzystują i mnie wkurzają. Znoszę to całe piekło od trzech lat, ale moje nerwy nie są żelazne.

Jestem zmęczona dostosowywaniem się do wszystkich i słuchaniem wykładów mojej córki i synowej. One same nie wiedzą, jak wychowywać dzieci. Zawsze usprawiedliwiają nieposłuszeństwo, ale tak nie powinno być.

"Dlaczego się z nimi bawisz? Od razu powiedziałam synowej, że w moim domu panują moje zasady. Jeśli im się to nie podoba, niech zabiorą dzieci i sami się z nimi rozprawią. Ale ty to po prostu znosisz i już!" - moja siostra próbowała ze mną dyskutować.

Zawsze była ostra, ale sprawiedliwa. Ale nikt nie siedział jej na karku. Kiedy poprosiła mnie, żebym przyjechała ponownie, postanowiłam się zgodzić. Kiedyś myślałam tylko o wnukach, ale życie przemija.

Z góry ostrzegłam moje dzieci, żeby na mnie nie liczyły, ale najwyraźniej uznały to za żart. Zimą przypomniałam im ponownie i zarezerwowałam bilety, gdy tylko miałam okazję. W maju mój syn i córka obudzili się i zaczęli płakać, zastanawiając się, dokąd zabiorą dzieci.

"Zabierz ze sobą Alę. Nawet nie wiem, kiedy znowu będziemy mogli pojechać nad morze" - zaczęła mnie błagać córka. Odmówiłam. Chciałam odpocząć, a nie biegać cały dzień po plaży.

Mój syn także próbował wcisnąć mi swoje dzieci. Są lepiej wychowane, ale moja synowa torturowałaby mnie swoimi wykładami. A jeśli, nie daj Boże, coś się stanie, nigdy sobie tego nie wybaczę.

Popularne wiadomości teraz

„Jeśli przyniesiesz to jeszcze raz, nakarmię cię tymi słodyczami razem z pudełkiem”: nie wytrzymałam

"Zamknij gębę i pamiętaj, kto cię karmi": powiedziała teściowa. Niedawno udało mi się odegrać

"Po przeprowadzonych naprawach nasz dom stał się bardzo popularny wśród krewnych": Nie wiedzieliśmy z mężem, jak pozbyć się tych natrętnych wizyt

"Przed ślubem podpisaliśmy intercyzę. Teraz, po rozwodzie teściowa chce zająć moje mieszkanie"

Pokaż więcej

Dzieci próbowały wywrzeć na mnie presję, ale to nie zadziałało. Liczyły na moją pomoc, a ja je zawiodłam. Jak to? Uprzedzałam przecież! Jestem u siostry nad morzem od dwóch tygodni. To błogosławieństwo!

To najlepsze lato w moim życiu. Kiedy zamieściłam to zdjęcie, moja córka skomentowała: "Babcia pluska się w morzu, a wnuczek siedzi w czterech ścianach". Nie chciałam jej odpowiadać, żeby nie narobić jej wstydu. Synowa zablokowała mnie wszędzie — obraziła się na mnie.