Ja też to wiedziałam, ale nie uważając rodziny córki za obcą, myślałam, że wiem lepiej jak rozwiązać jej problemy z mężem, ale się myliłam. Po mojej interwencji w rodzinie córki zostałam sama — nie kontaktują się ze mną i nie pozwalają mi widywać wnuczki.

Wychowywałam córkę sama. Zaszłam w ciążę na ostatnim roku studiów z kolegą, natychmiast zaprzeczył swojemu ojcostwu, nie nalegałam, urodziłam sama, chociaż bardzo trudno było ukończyć studia i napisać pracę dyplomową w mojej ciekawej sytuacji.

Ale udało mi się. Początkowo pracowałam zdalnie, potem gdy moja dziewczynka podrosła i poszła do przedszkola, dostałam pracę w dobrej firmie, gdzie do dziś otrzymuję bardzo przyzwoitą pensję.

Po urodzeniu Kornelii byłam absolutnie obojętna na swoje życie osobiste, dla mnie całe moje życie osobiste składało się z mojej córki, dla niej starałam się robić wszystko, co możliwe, a nawet więcej, jeśli brakowało mi środków materialnych, zaciągałam pożyczki, ale udało mi się poradzić sobie i zapewnić małej wszystko, czego potrzebowała.

Najtrudniej było, gdy córka dostała się na kontrakt na prestiżową uczelnię. Kwoty na studia rosły z każdym rokiem, ale mimo to przeszłam z nią ten "maraton".

A teraz, po ukończeniu studiów, moja Kornelka ogłosiła, że wychodzi za mąż. Wiadomość była dla mnie oczywiście szokiem. Zdając sobie sprawę, że decyzja została już podjęta, nie wtrącałam się i wkrótce poznałam mojego przyszłego zięcia.

Uczucie zazdrości wobec niego nie zniknęło, chociaż Adrian okazał się bardzo miłym młodym mężczyzną, uprzejmym i poprawnym, od razu postrzegałam go jako zagrożenie dla mojej komunikacji z córką.

Ale co robić, zrobiłam dobrą minę do złej gry i zaczęłam przygotowywać się do ślubu. Po zapoznaniu się ze swatami uznałam ich za dobre towarzystwo, często się spotykaliśmy i z reguły zapraszali mnie do swojego domu.

Przez pierwsze kilka lat małżeństwo Kornelii układało się całkiem dobrze, ale potem zaczęły się problemy. Wciąż nie mogła zajść w ciążę, a jej mąż nieustannie robił jej z tego powodu wyrzuty, doprowadzając ją do łez.

Pewnego razu Kornelia przyszła nawet do mnie na noc, bo Adrian po prostu wyrzucił ją z mieszkania, radząc, by uspokoiła się u matki. Dla mnie taki akt mojego zięcia był absolutnie nie do przyjęcia.

W emocjach córka opowiedziała mi o innych kłopotach, poszłyśmy spać o północy, a rano moja córka pobiegła z powrotem do męża, decydując, że wszystko będzie z nimi dobrze. Dalsze "dobrze" było bardzo względne.

Kornelia w końcu zaszła w ciążę, ale jej mąż, prawdopodobnie z przyzwyczajenia, nadal dokuczał jej o każdy drobiazg.  Po porodzie trzy tygodnie później Kornelia i moja wnuczka przyszły do mnie, ponieważ mąż w ogóle nie pomagał jej przy dziecku.

Przyjęłam je bez żadnych pytań i poradziłam córce, żeby złożyła pozew o rozwód. We dwie jakoś poradzimy sobie z wychowaniem wnuczki.

Popularne wiadomości teraz

"Teściowa podarowała swoje mieszkanie córce. Teraz ona chce mieszkać z nami, tylko ja nie chcę, żeby z nami mieszkała"

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Jak wyglądał styl Shiloh Nouvel Jolie-Pitt „od chłopczycy do damy”

93-letnia babcia sama usiłowała skosić swoje podwórko. Nie mogli patrzeć na to spokojnie

Pokaż więcej

Kornelia zgodziła się z moimi argumentami, że z takim mężem nie warto żyć, i napisała oświadczenie. Ale jej zamiar rozwodu trwał tylko kilka tygodni.

Adrian pojawił się z kwiatami i prezentami dla żony i córki i zabrał je do domu. Kiedy dowiedział się o wniosku, zadzwonił do mnie i ostrzegł, że nie pozwoli mi ingerować w ich życie.

Po tym telefonie komunikacja ustała ze wszystkimi — z nim, moją córką, swatami, wszyscy zaczęli traktować mnie z wrogością, wierząc, że chcę rozbić młodą rodzinę.

Nie widuję też mojej wnuczki i nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię. Mam nadzieję, że sytuacja się unormuje, ale zasada "niewtrącania się" oczywiście zadziałała w stu procentach. Nie powinnam była wyskakiwać z tą głupią propozycją rozwodu...