Lata dziewięćdziesiąte dla wielu osób są zapamiętane na swój sposób. Totalna dewastacja nie tylko na ulicach, ale i w głowach.

Brak pieniędzy, bardzo niepokojąca sytuacja i wiele, wiele więcej. Ja, nawet jako bardzo młoda dziewczyna w tamtym czasie, rozumiałam to.

A także w tym okresie mój tata opuścił moją mamę, co sprawiło, że obie czułyśmy się bardzo źle. Wiele osób z nostalgią wspomina minione czasy. Ale ja cieszę się tylko z jednej rzeczy — że moja mama i ja jakoś je przetrwałyśmy.

Wszystko zaczęło mniej więcej wracać do normy, gdy podrosłam. Znalazłam fajnego chłopaka i pomimo mojego młodego wieku zdecydowaliśmy się pobrać.

Artur często mówił mi, że pracuje w branży produkcyjnej, ale ja zawsze dawałam to po sobie poznać. Aż pewnego dnia, kiedy poprosił mnie o spotkanie w pobliżu jego pracy, uderzyło mnie to jak kula śnieżna: znam to miejsce!

Byłam tu, jako mała dziewczynka. To tutaj pracuje tata!

Tak po prostu było. Mój narzeczony był pracownikiem taty, co nie jest zaskakujące, gdy się nad tym zastanowić. Nasze miasto nie jest zbyt duże i nie ma zbyt wielu obiecujących miejsc pracy.

Byłam więc już psychicznie przygotowana, gdy spotkałam mojego rodzica, trzymającego się za ręce z jedną ze swoich podwładnych.

Myślałam, że ojciec mnie zignoruje lub co najwyżej przywita się i odwróci wzrok. Ale nie, zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy i szeroki uśmiech. Od tego momentu zaczęliśmy się trochę komunikować.

Nie mogę powiedzieć, że od tamtej pory mój ojciec i ja nawiązaliśmy bezpośredni kontakt, ale podarował Arturowi i mnie mieszkanie na nową drogę życia.

Chociaż, z oczywistych powodów, nawet nie zaprosiłam go na przyjęcie. Mama dowiedziała się o naszym spotkaniu tego samego dnia i nie powiem, żeby była z tego zadowolona.

Ale słusznie zauważyła, że był moim ojcem i moim życiem. Jeśli ojciec zdecydował się kupić nam mieszkanie, to była to jego decyzja, zresztą słuszna.

Czas mijał i muszę przyznać, że zaczęłam coraz bardziej poznawać mojego tatę. Ciągle wysyłał mi pozdrowienia przez małżonkę, ale dyskretnie. Co mnie szczerze mówiąc, cieszyło.

Moja mama martwiła się, że zacznie odwiedzać mnie osobiście, prosząc o rozmowę. Wiedział, gdzie mieszkamy z Arturem. Ale nic takiego się nie wydarzyło. W moje urodziny dawał mi jakieś mało znaczące prezenty i to wszystko.

Potem zaczęliśmy się spotykać, nie wiem, jak to się stało. Najpierw byliśmy tylko ja, tata i mój mąż. Atmosfera była przyjazna, mężczyźni rozmawiali głównie o interesach, a ja byłam trochę niezaangażowana.

Ale przy rozstaniu ojciec zapytał mnie o mamę, a ja powiedziałam, że nie chcę o tym rozmawiać. Widziałam w jego oczach, że chciał kontynuować rozmowę, ale nalegałam na milczenie.

Potem w jakiś cudowny sposób spotkaliśmy się na ulicy. Poszliśmy do kawiarni i rozmawialiśmy o przeszłości. Tata wyznał, że żałuje swojego czynu i oddałby wszystko, co ma, żeby tylko to odzyskać.

Z tamtą kobietą też się rozwiódł i teraz nie wiedział, gdzie się podziać. Miał romanse, ale nie były poważne. Serce ciągnęło go do mamy, którą tak obrzydliwie porzucił w najgorszym możliwym momencie. Ale co można było teraz zrobić?

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zaprosiliśmy tatę na urodziny Artura. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Byliśmy rodziną. Mama nie przyszła, nie czuła się dobrze.

Popularne wiadomości teraz

"Mąż musi sprzątać. Nie zrobię tego za niego", synowa oburza się i pokazuje kaszę mannę, którą dziecko rozsypało po całym mieszkaniu

"Moja teściowa jest już w podeszłym wieku. Po przejściu na emeryturę postanowiła wystawić nieruchomość na sprzedaż"

"Nasza córka miała zaledwie dwa lata, kiedy zostawiła nas żona": Wysłała mi tylko wiadomość z przeprosinami i prośbą o wybaczenie

Pokaż więcej

Więc nic jej nie powiedziałam. A kiedy w końcu dowiedziała się sześć miesięcy później, była na mnie bardzo zła. Ale prawda jest taka, że co mogłam zrobić? W końcu to szef mojego męża. Trzeba to wziąć pod uwagę.

Potem zaszłam w ciążę i urodziłam syna. A potem urodziłam córkę. I wtedy sprawa z moimi rodzicami zaczęła się zaogniać.

Nie chcieli się widywać, więc odwiedzali nas na zmianę w święta. W tym czasie zmieniliśmy już z Arturem mieszkanie, kupiliśmy nawet samochód.

Niby wszystko było na swoim miejscu, ale sytuacja z mamą i tatą była dla mnie trudna. Chciałam ją rozwiązać. Zwłaszcza że czas leczy. Moglibyśmy po prostu porozmawiać jak dorośli. Co nas powstrzymuje?

Z okazji urodzin postanowiłam nie zapraszać przyjaciół ani koleżanek. Zaprosiłam mamę i tatę. Pomyślałam, że nie będą się kłócić jak dzieci przy stole. To przyjęcie urodzinowe ich dorosłej córki. Taki był plan. Myślałam, że ich duma i arogancja nie będą przeszkadzać.

Zdążyliśmy już nawet usłyszeć pierwszy toast od mamy, gdy w końcu w drzwiach pojawił się tata, zdyszany i z pięknym pudełkiem prezentu przed sobą.

Złożył mi życzenia, przywitał się z Arturem i dopiero wtedy zobaczył mamę. Myślałam, że to będzie romantyczny moment. Ale ona od razu się rozpłakała, gdy zobaczyła go w progu.

A potem wstała i ubrała się w milczeniu. Kiedy oprzytomnieliśmy, odwróciła się do mnie i nazwała mnie zdrajcą. Nie powiedziała nic swojemu byłemu mężowi. Najwyraźniej uznała, że to poniżej jej godności.

Potem kiedy postanowiłam do niej zadzwonić, uznając, że mama już się uspokoiła, porozmawiałyśmy. No jak, słuchałam. Mama mówiła. Powiedziała, że jestem dorosła i najwyraźniej odnalazłam swoje szczęście w życiu.

Więc nie musimy już utrzymywać kontaktu. Pozwoliła mi zostać z tatą. Ma pieniądze, a on i mój mąż, są blisko. Więc nie muszę już do niej dzwonić. A potem było jeszcze kilka "uprzejmości".

Nie rozumiem, dlaczego tak zareagowała. Z tego co wiem, nigdy nie była z mężczyzną od czasów mojego ojca. Skąd ten cały patos i arogancja?

Chciałam ich pogodzić. Nie mam pojęcia, jak się teraz zachować. Ale znając jej charakter, przez jakiś czas naprawdę lepiej do niej nie dzwonić. Taka już po prostu jest. Duma i pycha, cóż mogę powiedzieć?