Wszyscy bardzo cieszyliśmy się i każdy z nas chciał być w szpitalu, gdy ona i maleństwo dostaną wypis do domu. Renia uprzedziła mnie jednak, że ze szpitala odbierze ją mąż i będzie to bardzo wzruszająca dla niej chwila.

W dniu wypisu jednak Renia zadzwoniła do mnie i z nieukrywanym niepokojem w głosie poprosiła mnie o odebranie jej i dziecka ze szpitala.

Tłumaczyła, że jej mąż nie odbiera telefonu...

Byłam mocno zdziwiona tą sytuacją, ponieważ Renia już od dłuższego czasu planowała, że powiadomi wszystkich o wypisie dopiero wtedy, gdy będzie już w domu. Zabrałam ją ze szpitala i zawiozłam do jej mieszkania. Ku naszemu zdziwieniu, balkon i okna były pootwierane, a podłogi mokre od wpadającego do środka śniegu. Wszystkie pomieszczenia były mocno wyziębione, co dodawało złowieszczego charakteru całej scenie.

Widząc to, Renia poprosiła mnie, abym zawiozła ją i siostrzeńca do domu naszych rodziców. Wieczorem zadzwoniła do mnie mama z informacją, że pojawił się u nich mój szwagier i tłumaczył się z nieobecności w szpitalu.

Jak się okazało, Ireneusz pootwierał wszystko w mieszkaniu, aby je wywietrzyć i wyszedł na chwilkę po kilka drobiazgów do sklepu. Spotkał po drodze dawnego znajomego, którego nie widział od wielu lat. Od słowa do słowa, podzielił się radosną nowiną związaną z potomkiem, na co spotkany kolega zareagował entuzjastycznie i nakłonił do uczczenia tych narodzin. Panowie mocno nadużyli alkoholu i zasnęli.

Renia nie chciała z nim rozmawiać i mocno urażona została w domu rodziców. Gdy zagroziła rozwodem, Irek jakby ożywił się w kwestii intensywnego starania się o względy własnej żony. Teraz Renia jest wdzięczna losowi, gdyż ich synek ma już rok, a szwagier wciąż nie przestaje zabiegać o moją siostrę.

O tym się mówi: "Syn długo nie mógł znaleźć pracy i żył na koszt matki. Aż do dnia, kiedy przyszła do domu wcześniej niż zwykle"

Bycie rodzicem jest trudne. Trudno o złoty środek, gdy nie przesadza się ani z karą, ani z nagrodą.

- Komu potrzebna jest szkoła, ja bez szkoły mogę wszystko - powiedział Nikodem Lubinie. Luba była w takim szoku, że mogła tylko usiąść na krześle. Czy po to wychowała ukochanego syna, aby zdecydował się rzucić szkołę?

Dla niej był to ogromny szok. Ale nawet przy takim stwierdzeniu zaakceptowała to. Powiedziała, że ​​na razie niech żyje, jak chce, ale niech szuka pracy, żeby nie siedział w domu jak darmozjad.

Nikodem zgodził się na wszystko i aktywnie zaczął szukać pracy. Przeglądał ogłoszenia w internecie, kupował gazety, pytał znajomych. I naprawdę chodził na rozmowy kwalifikacyjne, czasem nawet wielokrotnie, ale jakoś wszystko kończyło się niepowodzeniem.

Czasami odmawiano mu z różnych powodów, m.in. braku doświadczenia i wykształcenia, a czasami sam Nikodem narzekał, że nie jest zadowolony z warunków pracy. Luba sprzeciwiła się, ale Nikodem był stanowczy w swojej decyzji. Będzie pracował tylko tam, gdzie mu się podoba.

W końcu to się stało. Nikodem dostała pracę. Zaczął wychodzić codziennie rano i wracać wieczorem. To prawda, że ​​nigdy nie przynosił pieniędzy do domu, ale Luba cieszyła się, że przynajmniej nie siedzi bezczynnie. A potem nawet wyprowadził się do mieszkania ze swoją dziewczyną. Wydawało się, że w końcu syn Lubiny się ustatkuje...

Popularne wiadomości teraz

Znajdź węża ukrytego pośród żółwi. Mało kto zdaje ten test na spostrzegawczość

Miejsce spoczynku Marka Perepeczki niezwykle martwi fanów legendarnego aktora. Wygląda na to, że nikt nie troszczy się o jego stan

Rodzaj stopy jest ważny dla nas. Układ palców może nam wiele powiedzieć o człowieku

Prosty sposób na załatanie dziury w ubraniach bez użycia igły i nici. Mało kto wie o tym triku

Pokaż więcej

Wieczorem wszystko staje się jasne

To był kolejny dzień w sklepie. Nagle zgasły światła w sklepie i stało się jasne, że dziś kobiety już nie będą pracować. Życzyły sobie miłego wieczoru i rozstały się. Gdy kobieta włożyła klucz w drzwi, by wejść do mieszkania, te nagle otworzyły się. Wystraszyła się, gdyż pamiętała moment zamykania drzwi na klucz.

Z wnętrza sypialni sączyło się światło. Weszła cichutko z parasolem w rękach, by uderzyć włamywacza. Jej oczom ukazał się syn Nikodem, wyciągający z tajnej skrytki mamy spory plik pieniędzy - a więc tak wygląda twoja nowa praca - powiedziała, wyrywając mu znienacka z ręki banknoty - wynoś się i nie wracaj! - krzyknęła zawiedziona.