Choć jest malutkie, znajduje się w samym centrum miasta. Mamy troje dzieci. Młodsi synowie są jeszcze w szkole podstawowej, a najstarszy 19-latek jest uczniem technikum. Wszyscy razem mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu. Ciasno, ale przyjaźnie.

Mój mąż i ja pokłóciliśmy się z powodu tego dziedzicznego mieszkania...

Faktem jest, że chciałabym posłać tam córkę na stałe. Już dąży do samodzielności, więc jest to całkowicie logiczna decyzja. Ale mój mąż uważa, że ​​to niesprawiedliwe. Na przykład, co z synami? Proponuje sprzedać nieruchomość i podzielić pieniądze między trójkę dzieci.

Ale czy to logiczne? Synowie są jeszcze mali, po co im pieniądze? Kwota okaże się po prostu śmieszna, nawet córka nie będzie mogła zainwestować w kredyt hipoteczny. Finanse rozproszą się na lewo i prawo, a przynajmniej jedno z dzieci będzie miało mieszkanie.

Nie jest faktem, że będziemy w stanie zapewnić mieszkanie trójce dzieci, a te grosze nie pomogą im samodzielnie rozwiązać problemu mieszkaniowego. Jestem pewna, że ​​jeśli w życiu mojej córki wszystko będzie dobrze się układać, to z łatwością odda mieszkanie jednemu z braci.

Nasza córka nie wie jeszcze o naszych planach. Mąż mówi, że moja decyzja była pochopna, bo mieszkanie wymaga remontu. Nie mamy pieniędzy, więc lepiej je sprzedać i nie oszukiwać. Co byś zrobił na naszym miejscu? Po prostu potrzebujemy cennych porad. Mąż ma rację, czy ja? Może jest jakaś alternatywa?

O tym pisaliśmy ostatnio: "Dom matki omijam szerokim łukiem. Miejscowi mnie potępiają, ale wiem, że tak trzeba"

Kiedy przybywam do mojej rodzinnej wioski, od razu idę do ojca i omijam dom mojej matki szerokim łukiem.

Sąsiedzi patrzą na mnie z potępieniem, ale wiem, że postępuję słusznie. W końcu moja mama jest winna temu, że wszystko tak się potoczyło.

Moi rodzice żyli w doskonałej zgodzie przez wiele lat, a raczej tak myślałam. Kiedy dostałam się na uczelnię i wyjechałam na studia do stolicy, moja matka opuściła ojca. Okazało się, że od dłuższego czasu miała romans na boku i w końcu postanowiła zostawić męża dla innego.

Miała wtedy 45 lat, a mój tata 50...

Matka błagała, żebym ją zrozumiała. Tłumaczyła, że zakochała się naprawdę, nie może nie słuchać swojego serca. Jednak nie mogłam zaakceptować tego, co się stało. Najgorsze jest to, że mój ojciec musiał się wprowadzić do swoich rodziców, nie miał własnego mieszkania. Tak, i skąd, jeśli wszystko w życiu robił dla dobra rodziny...

Skończyłam studia, znalazłam dobrą pracę i wyszłam za mąż. Mieszkam w stolicy i staram się odwiedzać ojca w każdy weekend. Pomagam, jak tylko mogę. Po prostu jest mu teraz ciężko. On sam nie jest już młody, więc musi też opiekować się starszymi rodzicami.

Cóż, moja mama żyje długo i szczęśliwie. Gdy tylko zaczęła mieszkać ze swoim nowym wybrankiem, okazało się, że jest w ciąży. Mama miała szczęście i urodziła zdrową dziewczynkę. Wiem tylko, że nazywali ją Sylwia.

Ale nigdy nie widziałam dziecka. Od tego czasu minęło 7 lat. Chciałbym zabrać ojca do miasta, ale on nie chce. Mówi, że całe jego życie mija w wiosce i tutaj się skończy. I tak bardzo mnie boli, gdy widzę jego oczy pełne tęsknoty za każdym razem, gdy przychodzę… Wiem, że nigdy nie wybaczy mojej matce.

Popularne wiadomości teraz

Opowieść: zobaczyłam, jak teściowa podsypuje mi coś do herbaty, więc postanowiłam zamienić filiżanki niezauważenie

Kobiety go uwielbiały i uchodził za najprzystojniejszego prezentera Dziennika! Krzysztof Bartnicki został zapomniany. Niewielu wie, co robi dziś

Polskie mięso niemal najgorsze w Europie. Wyniki ostatniego badania dają dużo do myślenia

Wielki smutek w życiu legendarnej gwiazdy polskiej estrady. Pewna sprawa uniemożliwia jej powrót do scenę

Pokaż więcej