Okazało się, że po prostu nie mogę na ten temat milczeć! Nasze najstarsze dziecko jest bardzo chore i wkrótce będzie potrzebowało operacji, a ja musiałam dość długo odkładać tę operację, bo nie mogłam przeznaczyć na to całego czasu.

Problem początkowo polegał na tym, że nie mogłam znaleźć osoby, która po operacji spędziłaby z synem dwa tygodnie w szpitalu. Ja sama nie mogę, bo ciągle spędzam czas w domu z najmłodszą córką, która nawet nie chodzi do przedszkola. Nie mogę jej zostawić w domu...

Dlaczego mąż nie miałby zająć się synem? Czy z tego powodu nie mogą mu dać urlopu w pracy?

Mąż od kilku lat pracuje nieoficjalnie, więc nikt nie zapłaci za jego dwa tygodnie pobytu w szpitalu. Nie dość, że nikt mu nie zapłaci takiego urlopu, to jeszcze grożono mu zwolnieniem, jeśli przez dwa tygodnie nie pojawi się w pracy. Biorąc pod uwagę, że w tej chwili sama nie mogę nigdzie znaleźć pracy, lepiej, żeby mój mąż nie psuł relacji z przełożonymi.

Angelina i jej mąż mają dwójkę dzieci i nie przypuszczali, że tak trudno będzie je utrzymać. W tej chwili najstarszy syn ma już sześć lat i w tym wieku dziecko nie jest jeszcze na tyle samodzielne, aby samodzielnie przebywać w szpitalu, a Angelina zaledwie rok temu urodziła córkę, z którą raczej nie będzie mogła pojechać do szpitala do syna i zaopiekować się nim.

Jednocześnie matka Angeliny, widząc złożoność sytuacji, nie spieszy się z jakąkolwiek pomocą. Początkowo powiedziała córce, że nie ma potrzeby posiadania drugiego dziecka, dopóki małżonkowie nie będą mieli dość pieniędzy na utrzymanie dzieci.

Matka Angeliny nie posłuchała i od tego czasu przestała jej pomagać, a przy każdej okazji przypomina Angelinie, że ona sama jest winna, ponieważ zdecydowała się urodzić drugie dziecko. Matka małżonka nie może zaoferować swojej pomocy, ponieważ mieszka w innym mieście i przyjeżdża co najwyżej na Boże Narodzenie.

Matka Angeliny nieustannie lituje się nad wnukiem i mówi, jakiego miał pecha z rodzicami, ponieważ nie znaleźli czasu na opiekę nad nim. Angelinie nie podobała się taka komunikacja między jej matką a wnukiem i ciągle się z nią kłóciła, bo rozumiała, że ​​babcia próbowała w ten sposób nastawić dziecko przeciwko rodzicom. W końcu Angelina zdała sobie sprawę, że lepiej w ogóle nie prosić matki, aby zaopiekowała się wnukiem, jeśli rozmawia z nim na takie tematy.

Bezsilność matki

Kilka tygodni temu ponownie zbadał synka lekarz, który ostrzegł, że jeśli opóźnimy operację, stan zdrowia naszego synka tylko się pogorszy, na co lepiej nie pozwolić… – mówi Angelina. – Ostatecznie nie było innego wyjścia, jak ponownie poprosić mamę, aby została z wnukiem w szpitalu.

Jak babcia chorego chłopca zareagowała na tę prośbę?

Bardzo się zdziwiłam, gdy powiedziała, że ​​zgodziła się posiedzieć z wnukiem, ale jednocześnie nie zapomniała nazwać nas rodzicami, którym zdrowie dziecka jest zupełnie obojętne i w ogóle się o niego nie martwią. Najciekawsze jest to, że milion razy pytałam ją, czy na pewno po operacji przyjedzie do szpitala, aby zobaczyć wnuka, na co również milion razy się zgodziła. Potem ze spokojem poszłam do lekarza i ustaliliśmy termin operacji.

I zaledwie kilka dni temu ponownie zadzwoniłam do mamy, żeby uprzedzić, w jakim terminie powinna spakować rzeczy do szpitala, podczas gdy lekarz musiał ją jeszcze zbadać, aby upewnić się, że będzie mogła zobaczyć się z wnukiem, ale moja mama odpowiedziała na to zbyt agresywnie, że nie będzie się na nikogo rozglądać i w ogóle jest to dla niej za trudne, więc nie chce siedzieć z wnukiem.

Matka Angeliny nadal nazywa swoją córkę zbyt głupią, ponieważ jej zdaniem córka ciągle popełnia w życiu jakieś błędy. Ale czy ona ma rację? A może sama babcia powinna za jakieś stulecie zwrócić uwagę na wnuki i choć trochę pomóc Angelinie?

O tym pisaliśmy: "Pierwszy raz wyszłam za mąż, mając 44 lata. Był spokój, dopóki nie zjawiła się jego dorosła córka"

Moja sytuacja jest dość skomplikowana. Nie uważam się za starą, ale mam już prawie pięćdziesiąt lat i nie mam dzieci. Teraz już nie chcę. Po co skazywać dziecko na matkę, którą nawet dorośli będą nazywać babcią? Pogodziłam się z tym i jest dobrze.

Popularne wiadomości teraz

Zamiast "cześć" usłyszałam "jestem żoną Waldka". To było druzgocące

Z życia wzięte. Mój mąż został zapytany na uroczystości, kto jest dla niego ważniejszy. Jego odpowiedź zachwiała moją wiarą w małżeństwo

Jak 11 lat później wyglądają aktorzy grający dzieci w serialu „Wspaniały wiek”

Trudne chwile w życiu znanego prezentera. Krzysztof Ibisz nie umie pogodzić się ze stratą bliskiej osoby

Pokaż więcej

Teraz jestem mężatką, pierwsze małżeństwo. Pobraliśmy się 5 lat temu, prawie natychmiast po tym, jak się poznaliśmy. Cóż, po co ciągnąć w naszym wieku? Mój mąż Mikołaj był już dwukrotnie żonaty, jestem jego trzecią żoną. Nie mówiąc już o tym, że od razu „wziął byka za rogi” i zaprowadził mnie do Urzędu Stanu Cywilnego.

Mieszkałam z mężem przez 8 długich lat. Na początku było bardzo dobrze...
Miłość, pasja, podróże. Umówiliśmy się, że nie będziemy się pobierać i zawsze będziemy młodzi duchem. W rzeczywistości wszystko okazało się nieco bardziej skomplikowane. Ten pierwszy uważał, że skoro nie jestem jego żoną, to zdrada nie jest uważana za zdradę…

Jest trochę starszy ode mnie, ale wciąż dobrze sobie radzi. Nie ma złych nawyków, prawie wszystkie jego włosy są zachowane, nie ma nawet "męskiego brzucha". Szczerze mówiąc, zaczęłam teraz rozumieć te młode kobiety, które uganiają się za starszymi mężczyznami. Nie odwracają się już za każdą spódnicą, można z nimi porozmawiać.

Chociaż Mikołaj był żonaty więcej niż raz, nigdy nie dorobił się fortuny. Dopiero niedawno wymieniliśmy kawalerkę na trzypokojowe mieszkanie. Moje beztroskie przedemerytalne życie nie trwało długo. Faktem jest, że pewnego wieczoru jego córka zadzwoniła. Nie wiem, czego potrzebowała ta dorosła kobieta, ale rozmawiali przez półtorej godziny. Potem dowiedziałam się, że to córka z drugiego małżeństwa, która poszła z matką na całość. Bardzo, bardzo bezczelna kobieta.

Jak się okazało, córeczka dorobiła się nieślubnego dziecka z żonatym mężczyzną i stała się samotną matką. Wymyśliła razem ze swoją matką, że namówi ojca do tego, aby pozwolił jej zamieszkać u nas z dzieckiem. Wcześniej, gdy gnieździliśmy się w kawalerce, jakoś nie miała powodu dzwonić, a gdy kupiliśmy trzypokojowe mieszkanie, nagle jej się przypomniało o istnieniu ojca. Nie mam nic przeciwko pomaganiu 30-letniej córce, ale nie chcę z nią mieszkać, nie zgodziłam się.

Mikołaj uszanował moje zdanie, tym bardziej że córka jest właścicielką niewielkiego domu na obrzeżach miasta. Gdy zaoferował córce umowę o wymianie mieszkania na domek, oznajmiła stanowczo, że woli wynajmować komuś domek za pieniądze. Wszystko wówczas było jasne...