Nie mam już siły przymykać oczu na przygody mojego męża. Długo miałam nadzieję, ale moja cierpliwość nie jest nieskończona. Cała siła i chęć zrozumienia go, się skończyła. Prawie dziesięć lat razem. Zorganizowana i udana mała rodzinna firma. Wychowujemy dwóch synów. Wydawałoby się, żyć i być szczęśliwym! Tylko że mojemu mężowi czegoś brakowało.

Złożyłam pozew o rozwód z tymi żądaniami, które w pełni odpowiadały moim interesom. Pomyślałam o wszystkim z odrobiną luzu. Zasłużył na to. Skoro jest taki odważny i prawy, to powinien zarabiać na swoją rozrywkę. A ja nie zostawię moich synów z niczym!

Ale jakże zaskoczyła mnie reakcja moich rodziców! Zaczęli się martwić nie o mnie i swoje wnuki, ale o niego! O tego kłamcę i zdrajcę!

Kiedy rodzice dowiedzieli się o moich żądaniach, zaczęli zmieniać zdanie

Ich zdaniem zabieram biedakowi wszystko i zostanie z niczym. Wszystko to zostało wypracowane w małżeństwie, wspólnymi siłami. Ale myślę, że chłopcy powinni być uważani za prawowitych właścicieli naszej fortuny. Wolę martwić się o przyszłość moich synów niż byłego męża. Nie interesują mnie jego problemy. Chcę zapewnić byt moim dzieciom.

Nie zamierzam dbać o to, by mój mąż czuł się komfortowo, odchodząc z domu. Jest niezależnym dorosłym, który dokonał już własnych wyborów. Dzieci będą mieszkać ze mną. Nie musi się o nie martwić.

Nie musi już być za nic odpowiedzialny. Niech cieszy się życiem! Koniec z wymówkami! Całkowita wolność! Dlaczego mam się martwić o jego dobro? Nie jestem mu nic winna!

Tylko moi rodzice nie dają mi spokoju. Codziennie dzwonią i próbują przemówić mi do rozsądku. Nie rozumiem: kogo oni wspierają? Dlaczego obchodzi ich los mojego byłego męża, a nie własnej córki? Jestem zmęczona codziennymi wyjaśnieniami. Nie mam siły niczego udowadniać. Nie dość, że mam problemy z powodu rozwodu, to jeszcze moi rodzice się wtrącają.

Nie mam wsparcia. Po odejściu ojca chłopcy poczuli się wolni. Wcześniej było mi z nimi dobrze. Teraz nauczyciele narzekają na nich każdego dnia. To tak, jakby zostali zastąpieni, w ogóle nie wyglądają na porządne dzieci. Potrzebuję rodzicielskiego wsparcia i opieki, ale to nie działa tak, jak powinno.

Popularne wiadomości teraz

"Zmieniłaś mężczyznę w kurę domową", krzyczy mama

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Jak wyglądał styl Shiloh Nouvel Jolie-Pitt „od chłopczycy do damy”

Tancerz powinien mieć nienaganną sylwetkę, prawda? Ten mężczyzna kompletnie temu przeczy, a mimo to jest znakomity w tym, co robi

Pokaż więcej

Zaczęłam cierpieć na bezsenność. Problemy w pracy. Strasznie się denerwuję. Boję się, że pójdę do szpitala. I nie byłoby tak źle, gdyby nie postawa moich rodziców.

A wczoraj dowiedziałam się, że podczas mojej nieobecności rodzice spotykają się z moim prawie byłym mężem. Dlaczego to robią? Ostatnio mam wrażenie, że coś knują. Ale skąd mam wiedzieć, co knują? Jak w ogóle reagować na takie zachowanie?

O tym pisaliśmy ostatnio: "Babcia ukrywała się przed wnukami i sama jadła truskawki. Nie chciała się dzielić"

Barbara przygarnęła pod swój dach córkę z mężem i dwojgiem dzieci już dawno temu. Zaoferowała im własny kąt do życia, podzieliła się przestrzenią i wiele poświęciła, by pomóc młodym rodzicom stanąć na nogi. Jej emerytalne plany podróży, relaksu i zabawy zostały odwieszone na gwoździu na czas nieokreślony...

Nic nie wskazywało na to, aby młode małżeństwo spieszyło się z odkładaniem pieniędzy na kupno własnego mieszkania, więc z biegiem czasu, w Barbarze pojawiła się wręcz irytacja obecnością dwóch wnuków, którzy nie rozróżniali własności babci od własności ich rodziców. Wszystko brali jak swoje i nie pytali o pozwolenie.

Pewnego letniego dnia, zaszły poważne zmiany w domu Barbary...

Od dłuższego czasu, seniorka musiała ukrywać się przed chłopcami z każdym smakołykiem, gdyż za każdym razem, gdy zauważyli, że babcia ma czekoladki, owoce, czy lody, natychmiast domagali się, by im je oddała.

Córka nie pomagała w takich momentach - co, wnukom nie dasz? - To pytanie za każdym razem padało, gdy Barbara miała ochotę zjeść coś pysznego. Z czasem zaczęła ukrywać się z pysznościami, choć każdy miał zapewnioną osobną porcję...

Tego dnia, Barbara kupiła kilka kilogramów pysznych i soczystych truskawek. Rozdzieliła je na porcje dla wszystkich, trochę odłożyła do ciasta, a swoją porcję schowała na później. Wszyscy pochłonęli swoje owoce niemal natychmiast, podczas gdy Barbara nie miała czasu zjeść swoich, gdy piekła dla wszystkich ciasto z truskawkami. W końcu postanowiła zasiąść do spałaszowania swojej porcji. Nałożyła je sobie do miseczki i skierowała się na taras, by tam rozkoszować się letnim słońcem i smakiem truskawek.

- Co tam niesiesz babciu? Truskawki? Daj nam! - usłyszała zdyszane głosy nadbiegających chłopców - nie - odpowiedziała stanowczo - idźcie do mamy po truskawki, te są moje - oznajmiła, odganiając się od natrętnych wnuków - babciu, daj nam truskawki - domagali się uporczywie.

Barbara była nieugięta, a wrzask o truskawki stał się nie do zniesienia. Nagle córka seniorki przybiegła na taras, wyraźnie zdenerwowana.

- Mamo, co jest! Odmawiasz wnukom owoców? - padło odwieczne pytanie manipulacyjne.

- Tak. Idź do sklepu i sama im kup więcej truskawek, te są moje - odparła Barbara, ładując do buzi jedną z największych. Wycie, jakie rozległo się z gardeł nienasyconych wnuków, brzmiało tak, jakby ktoś pozbawiał ich skóry. Tego było już za wiele dla seniorki.

- Uspokój ich, albo szukajcie mieszkania do przeprowadzki - syknęła Barbara, która była już zmęczona ciągłymi napaściami łakomych chłopców.

Odpowiedź córki była do przewidzenia - wzrok wbity w podłogę i milczenie. Od tamtej pory, Barbara broniła swoich małych przyjemności bez wahania. Ostrzegła córkę, że skoro ona i jej mąż nie wnoszą żadnych finansów do domu, ich obowiązkiem jest zapewnić dzieciom owoce, słodycze i wszystko inne, które nie jest niezbędne do przeżycia.